Trudno znaleźć kogoś kto zna południowokoreańską markę, a jeszcze trudniej znaleźć kogoś kto ma o niej dobre zdanie lub chciałby mieć ich samochód. Jeszcze przez jakiś czas za Koreańczykami będą się ciągnąć stereotypy, ale jeśli będą pracować z taką konsekwencją jak obecnie to już niedługo o tej marce może być u nas bardzo głośno. Znajomość marki wciąż jest znikoma, ale obecna gama modelowa nie różni się niczym od europejskich konkurentów. W takim razie co zrobić?
Stylistyka
Projektanci pokazali, że nie trzeba przeprowadzać gruntownych modyfikacji, aby całkowicie zmienić oblicze samochodu. Delikatna kosmetyka sprawiła, że Korando prezentuje się bardziej nowocześnie i agresywnie, ale przede wszystkim zaczął budzić zainteresowanie. Przynajmniej dopóki patrzymy na przednią część nadwozia, bo to właśnie tam pojawiło się najwięcej zmian.
Pojawiła się całkowicie nowa atrapa chłodnicy, która jest większa i zdecydowanie ciekawiej zaprojektowana. Umieszczono na niej dwie chromowane listwy, które przypominają trochę skrzydła i łączą ze sobą przednie reflektory. One również zostały przeprojektowane, mają niecodzienny kształt i zawierają w sobie światła do jazdy dziennej wykonane w technologii LED. W bocznych lusterkach umieszczono lampki oświetlające otoczenie pojazdu. Co ciekawe kierunkowskazy powędrowały na dolną część zderzaka i tworzą spójną całość z nowymi światłami przeciwmgielnymi. Osobiście nie jesteśmy fanami takiego rozwiązania, ale trzeba się czymś wyróżniać.
Reszta nadwozia nie uległa większym zmianom, ale prawdę mówiąc to trudno byłoby coś w niej poprawić. Kuracja odmładzająca sprawiła, że Korando prezentuje się zdecydowanie bardziej atrakcyjnie niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wygląda bardziej agresywnie i solidnie, dzięki czemu może trafić w gusta młodych rodzin.
Wnętrze i wyposażenie
Zmiany we wnętrzu okazały się zdecydowanie skromniejsze i w praktyce ograniczyły się do dwóch pozycji. Pierwszą z nich jest nowa kierownica, która została odpowiednio wyprofilowana dzięki czemu lepiej leży w dłoniach. Umieszczono na niej przyciski do sterowania systemem audio, telefonem i tempomatem. Ich obsługa jest teraz zdecydowanie łatwiejsza. Druga zmiana polegała na zastąpieniu drewnopodobnych wstawek na desce rozdzielczej nowymi błyszczącymi plastikami imitującymi karbon.
W centralnym punkcie umieszczono siedmiocalowy ekran systemu multimedialnego z nowszym oprogramowaniem, które działa wyraźnie szybciej i sprawniej niż wcześniej. Jego obsługa jest prosta i dość intuicyjna, natomiast obraz z kamery cofania jest bardzo wyraźny.
Pod względem przestrzeni w kabinie pasażerskiej Korando wypada naprawdę bardzo dobrze. Dzięki wysoko poprowadzonej linii dachu udało się uzyskać wyjątkowo dużo miejsca nad głowami, a duży rozstaw osi zapewnia odpowiednią ilość miejsca na nogi. Najbardziej powinni docenić to pasażerowie podróżujący na tylnej kanapie, gdzie można się wygodnie rozsiąść. Warto zauważyć, że pomimo napędu na wszystkie koła podłoga jest płaska. Z przodu również nie ma na co narzekać. Fotele są wygodne, szerokie i nieźle podpierają ciało w zakrętach.
Tym co może zainteresować potencjalnych klientów jest bardzo bogate wyposażenie, które oferowane jest przez koreańską markę. Znajdziemy tutaj m.in. podgrzewaną kierownicę, podgrzewane i wentylowane fotele przednie, podgrzewaną tylną kanapę, różne kolorystyki wykończenia wnętrza, tylną kamerę cofania, 18-calowe felgi aluminiowe, szyberdach sterowany elektrycznie czy fabryczną instalację LPG.
Bagażnik ma pojemność 486 litrów, chociaż sprawia wrażenie mniejszego, ale w tej kwestii ufamy danym technicznym. Po złożeniu siedzeń możemy zwiększyć przestrzeń do 1312 litrów, co może nie jest imponującym wynikiem, ale pewnie w zdecydowanej większości przypadków wystarczy. Warto docenić to, że Koreańczycy pomyśleli o specjalnym miejscu pod podłogą bagażnika, w którym można ukryć roletę.
Silnik i właściwości jezdne
Serce naszego egzemplarza stanowił silnik benzynowy o pojemności 2.0 litrów i tajemniczym oznaczeniu e-XGi200, który osiąga moc 149 koni mechanicznych przy 6.000 obr/min oraz maksymalny moment obrotowy 197 Nm przy 4.000 obr/min. I tutaj pojawiają się pierwsze problemy. Wolnossąca jednostka to dobry wybór do miasta gdzie poruszamy się na krótkich dystansach. Nie musimy martwić się o turbosprężarkę, a co za tym idzie na możliwe wysokie koszty napraw. Problem w tym, że taki moment obrotowy to trochę zbyt mało dla ważącego blisko 1.700 kilogramów Korando.
Benzyniak pracuje cicho, kulturalnie i nieźle spisuje się w codziennym użytkowaniu. Jednak nietrudno się domyślać, że uzyskanie zadowalającej dynamiki wymaga wkręcenia silnika na wysokie obroty. A to mocno odbija się na zużyciu paliwa i komforcie akustycznym w kabinie pasażerskiej. I od razu uprzedzamy. Zadowalającej nie oznacza, że w Korando będziecie mistrzami startów spod świateł. Nic z tych rzeczy.
Do takiego silnika benzynowego wprost idealnie pasuje sześciobiegowy automat. Przy spokojnej jeździe do ich pracy nie można mieć większych zastrzeżeń. Nieco gorzej będzie jeśli będziemy próbowali nagłych zrywów. Ten zestaw po prostu tego nie lubi i nie sprawdzi się w takich sytuacjach. Wówczas mocno odczuwalny jest zbyt niski moment obrotowy. Sytuację mogłaby uratować turbosprężarka.
Z automatem wiąże się jeszcze jedna niedogodność. Nie zrezygnowano z całkowicie bezsensownego sposobu ręcznej zmiany biegów. Normalnie powinno odbywać się to przy pomocy łopatek umieszczonych przy kierownicy lub lewarka skrzyni biegów. Tutaj mamy dziwny „pstryczek” z boku lewarka, który obsługujemy kciukiem. Gorszego rozwiązania nie można było sobie wymyślić.
Zawieszenie dobrze radzi sobie z pokonywaniem nierówności. Jego charakterystyka jest odpowiednia na nasze drogi. Korando prowadzi się dość pewnie, chociaż nie można tutaj mówić o wyjątkowo precyzyjnym układzie kierowniczym. Z pewnością siłę wspomagania docenią kobiety, jednak my wolelibyśmy, aby kierownica stawiała nieco większy opór.
Nasza wersja została wyposażona w napęd na cztery koła, który został wyceniony na 7.000 złotych, więc warto się zastanowić nad tym czy na pewno go potrzebujemy. Poprawia on bezpieczeństwo i zapewnia zdecydowanie lepszą przyczepność, ale trzeba zaznaczyć, że jego obecność nie zrobi z Korando rasowej terenówki. Sprawdzaliśmy go w mieście na śliskiej nawierzchni i wówczas radził sobie naprawdę bardzo dobrze. Nie mieliśmy problemów z trakcją nawet przy ruszaniu na bardzo mokrej nawierzchni, jednak to w pewnym stopniu zasługa niskiego momentu obrotowego. Korando możemy bez większych problemów zjechać z utwardzonych dróg i bez żadnych zmartwień dojechać na przykład do naszej działki. Jednak jeśli chcecie wybrać się nim w trudniejszy teren to lepiej zapewnijcie sobie jakiś pojazd ratowniczy. Tym bardziej, że w takich warunkach potrzebna jest solidna dawka momentu obrotowego i trochę większy prześwit niż 180 milimetrów.
Na koniec kilka słów na temat ekonomii jazdy. Pod tym względem Ssangyong wypada naprawdę blado. Już same dane techniczne nie wróżą nic dobrego. 10.9 litra w mieście, 7.2 litra w trasie i 8.5 litra w cyklu mieszanym to dość słaba wizytówka. Niestety w praktyce wygląda to jeszcze gorzej, a momentami wręcz bardzo źle. Przy normalnej miejskiej jeździe e-XGi200 potrzebuje około 12 litrów benzyny. Problem w tym, że to nie szczyt możliwości wygłodniałego napędu. Wystarczy nieco cięższa noga lub większy ruch na ulicach, żeby na komputerze pokładowym zobaczyć wartości dochodzące do 14 – 15 litrów. Uważna jazda poza miastem może zakończyć się spalaniem wynoszącym 7.6 litra, ale jeśli nie zwracamy uwagi na komputer to trzeba się przygotować na przynajmniej 8.0 litrów. Niby zbiornik paliwa ma 57 litrów i mogłoby się wydawać, że nie będzie trzeba go często napełniać, ale jak pokazał nasz test jest zupełnie inaczej. W rzeczywistości wyczerpie się po przejechaniu mniej niż 500 kilometrów i to pod warunkiem, że nie poruszacie się cały czas w mieście. Benzynowy silnik, napęd AWD i automat w tak ciężkim samochodzie to po prostu zły wybór. Zawsze można pomyśleć o instalacji LPG, która kosztuje 3.600 złotych, ale przy takim spalaniu powinna się bardzo szybko „zwrócić”.
Podsumowanie
Ssangyong konsekwentnie i cierpliwie pracuje nad zbudowaniem sobie reputacji na europejskim rynku motoryzacyjnym. I wiecie co? Naszym zdaniem robi to naprawdę skutecznie. Być może rozpoznawalność marki jest znikoma, ale w czasie naszego testu ludzie podchodzili od niego z dużym zainteresowaniem. Odświeżone Korando to ciekawa propozycja dla młodych rodzin, które poszukują praktycznego i atrakcyjnego SUV-a. Koreańska marka kusi dobrym wyposażeniem i niższą ceną zakupu, chociaż naszym zdaniem warto zastanowić się nad zrezygnowaniem z napędu AWD i automatycznej skrzyni biegów. Pozwoli zaoszczędzić to trochę pieniędzy i obniży zużycie paliwa.
| Ssangyong Korando e-XGi200 – dane techniczne: | |
| Silnik: | benzynowy, wolnossący, pojemność 1998 ccm |
| Maksymalna moc: | 149 KM przy 6.000 obr./min |
| Maksymalny moment obrotowy: | 197 Nm przy 4.000 obr./min |
| Skrzynia biegów i napęd: | automatyczna, sześciobiegowa, napęd na wszystkie koła |
| Przyspieszenie 0 – 100 km/h: | b.d. |
| Prędkość maksymalna: | 165 km/h |
| Średnie spalanie (miasto/trasa/mieszany): | 10,9/7,2/8,5 l/100 km |
| Pojemność zbiornika paliwa: | 57 l |
| Wymiary (dł./wys./szer.): | 4410/1710/1830 |
| Pojemność bagażnika: | 486 l |
| Cena prezentowanego egzemplarza: | 107 190 złotych |
Cennik
| Ssangyong Korando | |||||
| Wersja | Crystal Base | Crystal | Crystal Plus | Quartz | Sapphire |
| Benzyna 2.0 e-XGi200 | 69 990 zł | 75 990 zł | 78 990 zł | 88 990 zł | 99 990 zł |
| Diesel 2.2 e-XDi220 | – | 89 990 zł | 92 990 zł | 103 990 zł | 114 990 zł |





















