Skoda będzie potrzebowała elektrycznego następcy Fabii. Tak wynika z najnowszych wypowiedzi Klausa Zellmera. Szef czeskiej marki przyznał, że samochód tego typu będzie potrzebny, ale na razie nie zapadła jeszcze decyzja, jak dokładnie będzie wyglądał i kiedy trafi na rynek.
Fabia zostanie z nami jeszcze długo
Na elektryczną Fabię nie ma co czekać w najbliższych latach. Obecna generacja popularnego hatchbacka ma być produkowana jeszcze długo, podobnie jak Skoda Kamiq i Scala.
Zellmer powiedział, że te trzy modele mogą pozostać w ofercie do początku lat 30., a nawet do 2034 roku. To oznacza, że Skoda ma jeszcze sporo czasu na przygotowanie ich następców.
Jednocześnie obecna Fabia nadal cieszy się dobrym zainteresowaniem. Dla Skody to ważny model, bo stanowi najniższy próg wejścia do gamy.
I właśnie dlatego jej elektryczny następca wydaje się coraz bardziej prawdopodobny.
Elektryczna Fabia musi być przystępna cenowo
Największym problemem nie jest jednak samo stworzenie małego elektryka. Chodzi przede wszystkim o jego cenę.
Zellmer przyznał, że Skoda nie zdecydowała jeszcze, czy przyszła elektryczna Fabia powinna kosztować poniżej 20 tys. euro, czy trochę więcej. To istotna kwestia, ponieważ zbyt drogi następca mógłby przestać pełnić swoją podstawową funkcję.
Fabia ma być samochodem, od którego klient zaczyna swoją przygodę ze Skodą. Jeśli pierwszy krok będzie zbyt wysoko, część klientów może po prostu wybrać inną markę.
Skoda nie chce konkurować z Volkswagenem
Ciekawa jest również kwestia platformy.
Skoda wcześniej rozważała stworzenie małego elektrycznego hatchbacka na skróconej architekturze przygotowywanej dla Volkswagena ID Every1. Ostatecznie w ramach koncernu zdecydowano jednak, że to Volkswagen będzie odpowiadał za najtańszy segment elektrycznych samochodów.
Skoda może więc wykorzystać rozwiązania z większej rodziny elektrycznych modeli koncernu albo w przyszłości sięgnąć po kolejną generację platformy.
Na dziś nie wiadomo jednak, czy przyszła Fabia zachowa dokładnie taką samą formę jak obecny hatchback.
Fabia na prąd jest potrzebna, ale jeszcze nie teraz
Skoda nie spieszy się z decyzją również dlatego, że rynek samochodów elektrycznych rozwija się wolniej, niż początkowo zakładano.
Firma ma już Epiqa, który pełni rolę elektrycznego odpowiednika Kamiqa, a w ramach koncernu Volkswagen przygotowywane są kolejne małe modele na prąd. Dzięki temu Skoda może spokojnie poczekać i obserwować, w którą stronę pójdzie rynek.
Jedno wydaje się jednak coraz bardziej prawdopodobne: Fabia nie zniknie bez następcy. Gdy obecna generacja zakończy swoją karierę, Skoda będzie potrzebowała samochodu, który nadal będzie pełnił rolę jej najtańszego modelu. Wszystko wskazuje na to, że prędzej czy później będzie to samochód elektryczny.



