Jeszcze kilka lat temu jazda samochodem z rękami zdjętymi z kierownicy kojarzyła się głównie z pokazami technologii i bardzo drogimi samochodami. Dzisiaj takie rozwiązania zaczynają trafiać do znacznie bardziej popularnych modeli. Ford rozszerza właśnie dostępność systemu BlueCruise w Europie, w tym w Polsce.
Nie oznacza to oczywiście, że możemy wsiąść do samochodu, włączyć system i przestać interesować się drogą. BlueCruise należy do systemów wspomagania kierowcy poziomu 2+, a kierowca nadal odpowiada za prowadzenie samochodu i musi cały czas obserwować sytuację przed autem. Różnica polega na tym, że na odpowiednich odcinkach drogi może zdjąć ręce z kierownicy.
Samochód sam utrzymuje tor jazdy
BlueCruise łączy kilka systemów wspomagających kierowcę. Samochód może utrzymywać się na swoim pasie ruchu, dostosowywać prędkość do poprzedzającego pojazdu i wykonywać część czynności związanych z prowadzeniem.
Najbardziej charakterystyczną funkcją jest jednak jazda bez trzymania kierownicy. Kierowca nie musi cały czas wywierać nacisku na kierownicę, ale samochód kontroluje jego uwagę za pomocą kamery umieszczonej w kabinie.
To ważne rozróżnienie. BlueCruise nie jest systemem autonomicznej jazdy, który pozwala kierowcy zająć się czymś innym. Jeśli kamera wykryje, że kierowca przestał obserwować drogę, system zacznie wysyłać ostrzeżenia. W przypadku braku reakcji może stopniowo ograniczać działanie systemu i doprowadzić do zatrzymania samochodu.
Nie działa na każdej drodze
Jest jeszcze jeden istotny warunek. Możliwość jazdy bez trzymania kierownicy jest dostępna wyłącznie na odpowiednio przygotowanych odcinkach dróg.
W Polsce BlueCruise działa na wybranych fragmentach autostrad, między innymi A1, A2, A4, A8 i A18. Nie oznacza to więc, że po wyjechaniu z garażu możemy korzystać z funkcji przez całą podróż. System rozpoznaje, kiedy znajduje się na obsługiwanym odcinku, i dopiero wtedy pozwala wykorzystać tryb jazdy bez rąk.
To zresztą jedna z rzeczy, o których łatwo zapomnieć, patrząc na samo hasło „hands-free”. Technologia jest zaawansowana, ale nadal działa w określonych warunkach.

BlueCruise trafia do coraz większej liczby Fordów
Ford rozszerza dostępność systemu na kolejne samochody. BlueCruise można znaleźć między innymi w Pumie, Pumie Gen-E, Kudze, Rangerze PHEV oraz Mustangu Mach-E.
Co ciekawe, nie jest to już wyłącznie technologia zarezerwowana dla najdroższych modeli marki. Przykładowo Ford wskazuje, że funkcja może być dostępna w samochodzie kosztującym 107 950 zł.
Ile kosztuje Ford BlueCruise?
W przypadku samochodów wyposażonych w BlueCruise dostęp do funkcji może być uzależniony od konkretnej wersji oraz wybranego wariantu usługi.
Ford oferuje między innymi 90-dniowy okres próbny, po którym można korzystać z systemu w ramach subskrypcji. Miesięczny dostęp kosztuje 115 zł, natomiast roczny 1300 zł. Dostępna jest również opcja jednorazowego zakupu za 6250 zł.
Niektóre wersje wyposażenia mają BlueCruise już w standardzie, dlatego przed zakupem samochodu warto sprawdzić, jakie dokładnie rozwiązania obejmuje wybrana konfiguracja.
Czy to już jazda autonomiczna?
BlueCruise może odciążyć kierowcę podczas długiej jazdy autostradą, ale nie zwalnia go z obowiązku kontrolowania sytuacji na drodze. Kierowca nadal musi być gotowy do przejęcia kontroli nad samochodem.
Z punktu widzenia użytkownika największą zmianą jest więc nie to, że Ford „jeździ sam”, ale że podczas monotonnej jazdy po autostradzie samochód może przejąć część obowiązków związanych z utrzymywaniem toru jazdy i odstępu od poprzedzającego pojazdu.
A fakt, że podobne rozwiązania zaczynają trafiać do samochodów kosztujących niewiele ponad 100 tys. zł, pokazuje, jak szybko technologie wspomagające kierowcę przestają być wyłącznie ciekawostką z drogich modeli.