W motoryzacji coraz częściej padają pytania o rosnące ceny samochodów, kolejne regulacje i kierunek elektryfikacji. Teraz do tej dyskusji dołącza Arnaud Belloni, nowy szef Fiata. Jego zdaniem klienci przestali rozumieć oceny Euro NCAP, a częste zmiany zasad osłabiają znaczenie przyznawanych gwiazdek.
W rozmowie z brytyjskim magazynem „Autocar” Belloni zwrócił uwagę, że samochód, który kilka lat temu zdobył pięć gwiazdek, według aktualnych kryteriów może otrzymać znacznie niższą ocenę. Nie musi to oznaczać, że jego konstrukcja nagle stała się mniej bezpieczna. Zmieniają się bowiem wymagania dotyczące testów i wyposażenia, a coraz większą rolę odgrywają również elektroniczne systemy wspomagające kierowcę.
Euro NCAP potrzebuje bardziej czytelnych ocen?
Trudno uznać, że testy bezpieczeństwa straciły sens. Niezależna ocena samochodów jest potrzebna, ponieważ pozwala porównywać je według wspólnych kryteriów. Problem pojawia się wtedy, gdy kierowca widzi jedynie końcowy wynik i nie wie, co dokładnie się za nim kryje.
Dlatego warto rozważyć wyraźniejsze oddzielenie dwóch obszarów: ochrony pasażerów podczas zderzenia oraz działania systemów, które pomagają uniknąć wypadku. Oba mają znaczenie, ale osobne wyniki ułatwiłyby porównywanie samochodów i pozwoliłyby lepiej zrozumieć ich mocne oraz słabe strony.
Nie chodzi przy tym o rezygnację z asystentów bezpieczeństwa. Automatyczne hamowanie awaryjne czy wykrywanie pieszych mogą zapobiec niebezpiecznym sytuacjom. Kierowca powinien jednak móc łatwo sprawdzić zarówno skuteczność takich rozwiązań, jak i poziom ochrony zapewnianej przez konstrukcję samochodu.
Tanie samochody i kolejne wymagania
Wypowiedź szefa Fiata nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście prac nad małym, przystępnym cenowo samochodem elektrycznym. Model ten mógłby odpowiadać założeniom nowej unijnej kategorii E-Car, która ma ułatwić rozwój tańszych aut. Ograniczenie części wyposażenia mogłoby pomóc obniżyć koszty, ale jednocześnie wpłynąć na wynik testów Euro NCAP.
To pokazuje szerszy problem europejskiej motoryzacji. Producenci muszą pogodzić ceny, wymagania dotyczące bezpieczeństwa, ograniczanie emisji i rozwój nowych technologii. Nie można jednak automatycznie obarczać Unii Europejskiej odpowiedzialnością za wszystkie podwyżki, ponieważ na ceny wpływają również koszty produkcji i decyzje samych marek.
Mimo to warto pytać, czy kolejne wymagania pomagają tworzyć samochody, na które stać większą liczbę klientów. Jeśli podstawowe modele stają się coraz droższe, a ich wyposażenie coraz bardziej rozbudowane, problemu nie rozwiąże samo przekonywanie kierowców do nowych technologii.
Bezpieczeństwo tak, ale oceny muszą być zrozumiałe
Wypowiedź Arnauda Belloniego wpisuje się w coraz szerszą dyskusję o kierunku rozwoju motoryzacji. Producenci częściej mówią o kosztach regulacji, dostępności nowych samochodów i potrzebie lepszego dopasowania technologii do oczekiwań klientów. Nie każdy ich argument musi być bezstronny, ale warto go przeanalizować.
Euro NCAP nadal pełni ważną funkcję. Być może jednak sposób prezentowania wyników wymaga zmian, aby kierowcy mogli łatwiej zrozumieć, co oznaczają przyznane gwiazdki. Samochód powinien być bezpieczny, a klient powinien wiedzieć, za co dokładnie otrzymał taką ocenę. To rozsądniejszy kierunek niż rezygnacja z niezależnych testów lub traktowanie jednej liczby jako pełnego obrazu bezpieczeństwa.