Miejski samochód powinien być kompaktowy, zwrotny i zapewniać kierowcy jak najlepszą widoczność w coraz bardziej zatłoczonych centrach miast. To podstawowe cechy każdego dobrego mieszczucha. Przydałby się też trochę większy prześwit ułatwiający podjeżdżanie pod krawężniki czy poruszanie się po nieco gorszych drogach. A gdyby dodać do tego napęd na wszystkie koła poprawiający bezpieczeństwo oraz niecodzienną sylwetkę? To brzmi interesująco i taki też jest Suzuki Ignis. Praktyczny, nietuzinkowy i nieco kontrowersyjny. Zapraszamy do naszego testu.
Stylistyka
W pewnym sensie Ignis przypomina dużą zabawkę. Zresztą bardzo sympatyczną i przyciągającą na siebie spojrzenia. Wiele spojrzeń. Naprawdę zaskakująco wiele. Zastanawialiśmy się tylko czy to zainteresowanie wynika ze świetnego projektu przedniej części autka czy z dziwacznie zarysowanego tyłu. Projektantom nie można zarzucić jednego – pomysłowości. Jeśli szukacie miejskiego samochodu, który wyróżni się w szarej rzeczywistości polskich miast to chyba żadne inne auto nie zrobi tego lepiej od Ignisa.
Przód wygląda tak jakby się do nas uśmiechał. W szeroką atrapę chłodnicy wmontowano przednie reflektory, które wyglądają niecodziennie i zawierają w sobie światła do jazdy dziennej w kształcie litery „U”. Troszeczkę „terenowego” charakteru dodają napompowane nadkola i plastikowe osłony znakomicie kontrastujące z lakierem nadwozia. Całość uzupełniały relingi dachowe i czarne felgi, które prezentują się bardzo fajnie, ale właściwie uniemożliwiają jazdę poza utwardzonymi drogami. Szkoda byłoby je porysować.
Dopiero z boku widać pudełkowate nadwozie, które od słupka C wygląda absolutnie dziwacznie. Jest to praktyczne, bo pozwala na lepsze wykorzystanie miejsca we wnętrzu i skrócenie nadwozia, ale z drugiej strony jest mocno kontrowersyjne. Naszym zdaniem projektantom zabrakło pomysłu na tę część samochodu i pod względem stylistyki mocno odbiega od świetnego przodu. Aczkolwiek na ulicach spotkaliśmy osoby, którym taki styl się podobał, więc Ignis na pewno ma swoich entuzjastów.
Wnętrze i wyposażenie
Równie ciekawie jest w środku niewielkiego mieszczucha. Dwukolorowe wykończenie wnętrza, elementy w kolorystyce nadwozia czy niecodzienne dodatki wyglądają bardzo nowocześnie i radośnie, chociaż mieliśmy sporo zastrzeżeń co do jakości. Nie oczekujemy po takim samochodzie skóry, ale jest trochę zbyt dużo twardego plastiku, który w niektórych miejscach jest źle spasowany.
W centralnym punkcie umieszczono wystający ekran nieseryjnego systemu multimedialnego Kenwood, którego obsługa nie jest zbyt skomplikowana, ale działa z wyraźnym opóźnieniem i przy większym nasłonecznieniu jest nieczytelny. System audio jest po prostu kiepski. W podstawowej wersji wyposażenia przymknęlibyśmy na to oko, ale nie w najwyższej. Nie rozumiemy dlaczego Suzuki nie potrafi zamontować czegoś lepszego. Poniżej umieszczono świetnie zaprojektowany panel klimatyzacji. Ma niecodzienny kształt i przyciski kojarzące się z lotnictwem.
Na szczęście zrezygnowano ze słynnych „patyczków” służących do obsługi komputera pokładowego, zamiast nich zamontowano niewielki panel po lewej stronie zegarów oraz przycisk „Info” na kierownicy. Zestaw zegarów wygląda naprawdę fajnie. Nad nimi umieszczono dodatkowe oświetlenie, które jest kolejnym „smaczkiem” we wnętrzu Ignisa. Jeśli mielibyśmy cokolwiek zmienić to ekran komputera pokładowego, który obecnie jest monochromatyczny, a mógłby być kolorowy. Nie byłby to duży koszt, a wizualny efekt mógłby być rewelacyjny.
Suzuki Ignis zaskakuje ilością miejsca we wnętrzu. W czasie naszego testu bez problemów mieściły się w nim cztery dorosłe osoby mające około 180 centymetrów wzrostu. Testowany przez nas egzemplarz to wersja czteroosobowa, która według nas jest najlepszym wyborem. Wówczas z tyłu mamy dwa oddzielne i szerokie siedziska, które możemy przesuwać, dzięki czemu można zwiększyć przestrzeń bagażową.
Nieduży bagażnik ma pojemność 267 litrów. Pod warunkiem, że to wersja z napędem na przód i stałą kanapą. Przesuwane tylne fotele powodują zmniejszenie pojemności o 7 litrów, natomiast napęd na wszystkie koła spowoduje, że w bagażnik będzie miał tylko 204 litry. Na codzienne zakupy na pewno wystarczy. Przydałoby się tylko jakieś oświetlenie, bo wieczorem ciężko w nim cokolwiek znaleźć.
Silnik i właściwości jezdne
W kwestii silników Suzuki nie daje swoim klientom właściwie żadnego wyboru. W ofercie znajduje się tylko jedna jednostka benzynowa o pojemności 1.2 litra, która generuje moc 90 koni mechanicznych i maksymalny moment obrotowy 120 Nm. Za przeniesienie napędu może odpowiadać pięciobiegowa manualna skrzynia biegów lub pięciostopniowa zautomatyzowana przekładnia AGS (Auto Gear Shift), która dostępna jest tylko z napędem na przód i wyposażeniem Premium.
Niewielka jednostka napędowa pracuje bardzo cicho i kulturalnie. To dzięki temu, że mamy tutaj do czynienia z czterocylindrowym motorem, który zachęca do jeżdżenia na wyższych obrotach. Nie uświadczymy tutaj tych samych negatywnych wrażeń jak w przypadku trzycylindrowca. To świetna wiadomość, bo po przekroczeniu 3.000 obrotów Ignis jest naprawdę dynamiczny. Co prawda przyspieszenie do setki w czasie 11.9 sekundy i prędkość maksymalna wynosząca 165 km/h nie wyglądają powalająco, ale przy „miejskich” prędkościach japoński maluszek radzi sobie bardzo dobrze.
Kuriozalnie mały wydaje się zbiornik paliwa, który zmieści tylko 30 litrów. Jeszcze przed odebraniem naszego prasowego egzemplarza zastanawialiśmy się kto wpadł na taki pomysł. Tym bardziej, że autko przeważającą większość swojego życia spędzi w mieście. Często bardzo mocno zakorkowanym, a to nie sprzyja ekonomicznej jeździe. Po kilku dniach nadal uważamy, że pojemność baku mogłaby być nieco większa, jednak nie wydaje nam się już tak bezsensowna.
Średnie zużycie paliwa w czasie naszego testu nie przekroczyło 6.0 litrów. Dynamiczna jazda w godzinach wzmożonego ruchu kończyła się spalaniem dochodzącym do 6.5 litra, natomiast normalna jazda pozwalała poprawić ten wynik o 0.5 litra. W trasie bez większych problemów zejdziemy poniżej 5.0 litrów. To bardzo podobne wartości do obiecywanych przez producenta, a zdradzimy, że udawało się nam „schodzić” poniżej danych technicznych. Wystarczy odrobina samozaparcia i niepróbowania bycia pierwszym na każdych światłach.
Ignisem jeździ się niezwykle prosto i pewnie. Układ kierowniczy i lewarek skrzyni biegów pracują bardzo lekko, a to ułatwia poruszanie się po mieście. Lekkie i stosunkowo wysokie nadwozie jest praktyczne i bardzo podatne na podmuchy boczne. W mieście i na zwykłych drogach nie mamy mu nic do zarzucenia, ale drogi szybkiego ruchu lepiej omijać.
Dziwnie pracuje pedał sprzęgła. Zdecydowanie zbyt miękko przez co trudno go odpowiednio wyczuć. Denerwuje także asystent kolizji, który ustawiony jest na jakiś niesamowicie głośny i irytujący dźwięk. Momentami system działa tak agresywnie, że można się przestraszyć. A to raczej nie poprawia bezpieczeństwa.
Jak wspomnieliśmy wcześniej, nasza wersja została wyposażona w napęd na wszystkie koła AllGrip. System został wyposażony w sprzęgło wiskotyczne, które automatycznie przenosi moment obrotowy na tylne koła w momencie wykrycia uślizgu przednich kół. Napęd działa naprawdę sprawnie i daje całkiem spore możliwości jazdy po nieutwardzonych drogach, ale dobrze, żeby nawierzchnia nie była zbyt miękka. Jazdę po wybojach ułatwiłaby modyfikacja owiewki pod przednim zderzakiem, która dość łatwo zahacza o przeszkody.
Napęd 4WD wymaga dopłaty 7.000 złotych co w przypadku malutkiego miejskiego autka jest kwotą zaporową. Na pewno pomoże nam kiedy zastaną nas kiepskie warunki na drodze, ale nie liczcie na to, że będzie jak mała terenówka.
Podsumowanie
Suzuki Ignis jest trochę jak duża zabawka. Wygląda nieszablonowo, świetnie radzi sobie w większości sytuacji i jest zaskakująco przestronny. To czy Ignis się komuś podoba to już kwestia gustu, ale nie można nie docenić odważnego kroku japońskiego koncernu. W mieście docenimy ekonomiczną jednostkę napędową i bardzo dobrą widoczność. Szkoda tylko, że przednia owiewka skutecznie ogranicza możliwości użytkowe autka. Jest jeszcze jeden poważny problem. Cena. Ponad 70 tysięcy za prezentowany egzemplarz to przesada.
| Suzuki Ignis – dane techniczne: | |
| Silnik: | benzynowy, wolnossący, pojemność 1242 ccm |
| Maksymalna moc: | 90 KM przy 6.000 obr./min |
| Maksymalny moment obrotowy: | 120 Nm przy 4.400 obr./min |
| Skrzynia biegów i napęd: | manualna, pięciobiegowa, napęd AllGrip |
| Przyspieszenie 0 – 100 km/h: | 11,9 s |
| Prędkość maksymalna: | 165 km/h |
| Średnie spalanie (miasto/trasa/mieszany): | 5,9/4,5/5,0 l/100 km |
| Pojemność zbiornika paliwa: | 30 l |
| Wymiary (dł./wys./szer.): | 3700/1595/1660 |
| Pojemność bagażnika: | 204 l |
Cennik
| Suzuki Ignis | |||
| Wersja | Comfort | Premium | Elegance |
| 1.2 DualJet 2WD 5MT | 52 100 zł | 57 100 zł | 64 100 zł |
| 1.2 DualJet 2WD AGS | – | 61 100 zł | – |
| 1.2 DualJet 4WD 5MT | – | 64 100 zł | 71 100 zł |
| 1.2 DualJet SHVS 2WD 5MT | – | – | 71 100 zł |

























