Dożyliśmy czasów w których zasięg samochodów elektrycznych przestaje być ich głównym problemem, a zdecydowanie poważniejsze i bardziej kłopotliwe staje się ich ładowanie. W czasie tygodniowego testu mieliśmy okazję przejechać nim blisko pół tysiąca kilometrów. Uwierzcie nam na słowo, że pokonanie takiego dystansu w pełni elektrycznym samochodem to prawdziwe wyzwanie.
Stylistyka
To chyba najbardziej kontrowersyjny temat związany z Nissanem Leaf. Samochód prezentuje się nowocześnie, ale z tego też względu wygląda on dość dziwacznie. W napompowaną bryłę wkomponowano wyłupiaste przednie reflektory i pionowe tylne, które swoim kształtem przypominają bumerang. Sprawia to, że hatchback wygląda trochę nieproporcjonalnie i nijako.
W przedniej części nadwozia brakuje wlotów powietrza i atrapy chłodnicy, natomiast na ich miejscu znalazła się klapka z emblematem marki pod którą znajdują się gniazda ładowania. W nocy podłączenie kabli ułatwi wbudowana lampka. Poza tym projektanci wprowadzili niebieskie motywy kolorystyczne nawiązujące do ekologicznego charakteru Leafa oraz panel baterii słonecznych w spojlerze.
Wygląd i wyposażenie
Kabina pasażerska jest już zdecydowanie mniej futurystyczna. Jest przestronna i dobrze wyposażona, ale da się odczuć, że to kilkuletnia konstrukcja, która potrzebuje odświeżenia. Naszym zdaniem jest trochę zbyt ponuro, plastikowo i archaicznie.
Fotele są obłędne. Miękkie i szerokie, dzięki czemu możemy poczuć się jakbyśmy zasiadali na starym fotelu przed telewizorem. Siedzi się na nim dość wysoko, duże lusterka i szyby sprawiają, ze kierowca ma naprawę świetną widoczność. Tylna kanapa jest chyba jeszcze wygodniejsza. Siadając czujemy jakbyśmy się w niej delikatnie zapadali, chociaż ze względu na wysoki tunel środkowy jest to przestrzeń tylko dla dwóch dorosłych pasażerów.
Wieniec wielofunkcyjnej kierownicy wydaje się być trochę zbyt duży a możliwość regulacji kolumny tylko w jednej płaszczyźnie właściwie uniemożliwia znalezienie optymalnej pozycji. Za nią znajdziemy nieco kosmiczny zestaw zegarów, który dostarcza najpotrzebniejszych informacji na temat poziomu naładowania akumulatorów, dostępnego zasięgu czy wykorzystywanej/odzyskiwanej energii. Umieszczono tam również wyświetlacz komputera pokładowego, który obsługiwany jest przy pomocy czterech niewielkich przycisków znajdujących się pod lewym wywietrznikiem powietrza. Absolutnie tego nie rozumiemy. Do przejrzystości wyświetlanych informacji nie mamy żadnych zastrzeżeń. Prędkość oraz wskaźnik ekologicznej jazdy umiejscowiono tuż pod przednią szybą, na wysokości wzroku kierowcy.
Na konsoli centralnej zamontowano pokaźnych rozmiarów panel pokryty błyszczącym plastikiem. Wygląda to trochę tak jakby zapomniano go przymocować na linii montażowej i później ktoś zrobił to trochę byle jak. Mamy tutaj system nawigacji NissanConnect EV 2.0 z siedmiocalowym ekranem dotykowym, który jest prawdziwym centrum zarządzania elektrycznym samochodem i dostarcza mnóstwa interesujących informacji. Możemy dzięki niemu sprawdzić w jaki sposób wykorzystywana jest energia z naszych akumulatorów, dowiedzieć się gdzie je naładujemy a na mapie zobaczymy do jakiego miejsca możemy dojechać na pozostałej w nich energii. Możemy zaplanować harmonogram ładowania, nagrzewania i chłodzenia samochodu, a to pozwoli zwiększyć zasięg. Niżej znajduje się panel klimatyzacji.
Pomiędzy kierowcą i pasażerem znajduje się coś co zaskoczy praktycznie każdego. Właściwie to trudno znaleźć właściwe określenie. Lewarek? Dźwignia? Przełącznik? Gałka? Nie wiemy. W każdym razie to „coś” służy do wybrania kierunku jazdy. Więcej kosmicznych elementów we wnętrzu już nie znajdziemy.
Bagażnik bardzo pozytywnie zaskakuje swoją pojemnością, która wynosi 370 litrów. To powinno wystarczyć do codziennych miejskich wyzwań. Wadą są jego mocno nieregularne kształty oraz wysoki próg załadunkowy, który nie pomaga w zapakowaniu naszych bagaży. Jak widać na naszych zdjęciach to trzeba z góry zarezerwować nieco miejsca na system nagłośnienia Bose oraz plecak z kablami do ładowania.
Na pokładzie Nissana Leafa w wersji wyposażenia Tekna znajdziemy m.in.: przednie reflektory w technologii LED, automatyczną klimatyzację z regulatorem czasowym, podgrzewane siedzenia przednie i tylne, podgrzewaną kierownicę, nagłośnienie BOSE, system kamer 360, zdalne uruchamianie chłodzenia/ogrzewania czy skórzaną tapicerkę.
Na miejsca, gotowi, start!
Silnik elektryczny wytwarza moc 80 kW (~109 KM) oraz maksymalny moment obrotowy 254 Nm., które trafiają na przednią oś przy współpracy z bezstopniową skrzynią biegów. Przekłada się to na przyspieszenie do setki w czasie 11.5 sekundy i umożliwia rozpędzenie auta do prędkości 144 km/h. Nie są to nadzwyczajne osiągi, jednak trzeba zwrócić uwagę, że maksymalny moment obrotowy dostępny jest w każdym momencie, dlatego w praktyce sprawia wrażenie zdecydowanie bardziej dynamicznego. Przynajmniej dopóki poruszamy się zgodnie z ograniczeniami prędkości.
Testowany przez nas egzemplarz został wyposażony w akumulatory litowo-jonowe o zwiększonej pojemności wynoszącej 30 kWh, czyli o 6 kWh więcej niż w przypadku standardowych. Według Nissana umożliwia to przejechanie nawet 250 kilometrów, jednak wymaga to mnóstwa wyrzeczeń i ma niewiele wspólnego z normalną jazdą. Zgodnie z danymi technicznymi średnie zużycie energii wynosi 15 kWh/100 km a to oznacza, że maksymalny zasięg to tylko 200 kilometrów.
A jak to wygląda w praktyce? Przez cały okres testu towarzyszyła nam słoneczna pogoda i temperatura w okolicach 20 stopni Celsjusza. To wręcz idealne warunki dla naszego bohatera. Zużycie energii w warunkach miejskich wynosiło od 14 do 17 kWh/100 km, co przekłada się na zasięg wynoszący od 170 do 210 kilometrów. Wyjeżdżając poza miasto wraz ze zwiększaniem prędkości pojazdu sytuacja robi się coraz gorsza. Akceptowane zużycie 13 – 14 kWh/100 km możemy osiągać przy prędkości 70 – 75 km/h, natomiast każde kolejne 5 km/h powoduje wzrost zużycia o 1 – 2 kWh. Zużycie przy prędkości 120 km/h zwiększa się do 22 – 24 kWh/100 km w efekcie czego zasięg samochodu spada w tempie iście ekspresowym.
Aby zwiększyć zasięg możemy wykorzystać tryb ECO. Problem w tym, że pozbawia on samochód jakiejkolwiek dynamiki a sama jazda staje się prawdziwą męczarnia. Co prawda pozwala to zyskać kilka dodatkowych kilometrów, ale naszym zdaniem zysk jest na tyle znikomy, że nie ma większego sensu. Trzeba się przyzwyczaić do tego, że każdy odbiornik energii (klimatyzacja, podgrzewanie, radio) zmniejsza zasięg. Lepszym wyborem jest przełączenie się w tryb jazdy „B”. Dzięki temu odzyskiwanie energii jest bardziej wydajne dzięki mocniejszemu hamowaniu silnikiem. Trzeba się tylko przyzwyczaić do tego, że każdorazowe odpuszczenie pedału przyspieszenia sprawia wrażenie jakbyśmy nagle wcisnęli hamulec.
Niezbyt precyzyjny i zbyt lekko pracujący układ kierowniczy dość dobrze współgra z miękko zestrojonym zawieszeniem. Zakręty i dynamiczna jazda nie są żywiołem Leafa, ale czy to źle? Absolutnie nie. Projektanci postawili tutaj przede wszystkim na komfort i z tego zadania wywiązali się wzorowo.
Ładowanie – teoria a rzeczywistość
Jest kilka sposobów na naładowanie akumulatorów. Najbardziej oczywistym jest podpięcie się do standardowego gniazdka elektrycznego. Zaletą takiego rozwiązania jest możliwość podłączenia się w dowolnym miejscu, jednak trzeba pamiętać, że taki proces będzie trwać wiecznie i należy go traktować jako awaryjną opcję.
Jeśli mieszkamy w domu to najlepszym wyborem okazuje się szybka ładowarka. Niestety przygotowanie do obsługi ładowarek 6.6 kW to wydatek 4.000 złotych, a trzeba pamiętać, że wymaga ona ładowarki naściennej kosztującej 5.699 złotych. Możliwe, że moglibyśmy znaleźć tańsze rozwiązanie, ale opieramy się na oficjalnych danych. Wydanie 10.000 złotych umożliwi ładowanie Leafa w czasie 5.5 godziny.
Obecnie średnia cena 1 kWh prądu to koszt 56 groszy. W czasie tygodniowego testu średnie zużycie energii wynosiło od 14 do 17 kWh na każde sto kilometrów. Oznacza to, że przejechanie takiego odcinka kosztuje od 7.84 do 9.52 zł.
Ostatnim sposobem jest korzystanie z publicznych punktów szybkiego ładowania. To nie tylko darmowa metoda ładowania, ale także najszybsza. Umożliwia naładowanie akumulatorów do poziomu 80 % w czasie około 30 minut i jak kilkukrotnie się o tym przekonaliśmy jest to prawdą. Problem w tym, że takich punktów jest jak na lekarstwo. Testowy egzemplarz ładowaliśmy pod salonem Nissana dzięki ładowarce o mocy 44 kW. W czasie 45 minut nasze akumulatory napełniały się do 95 – 96 % co pozwalało na przejechanie około 200 kilometrów. Na dłuższą metę jest to oczywiście bardzo uciążliwe. Zapomnielibyśmy o jeszcze jednej istotnej sprawie. Nie wszystkie punkty umożliwiają szybkie naładowanie akumulatorów, natomiast niektóre wymagają zakupu specjalnych przejściówek.
Cena
Akumulatory o pojemności 24 kWh dostępne są tylko w najuboższej wersji wyposażenia Visia, która otwiera cennik i została wyceniona na 128.000 złotych. W zeszłym roku Nissan wprowadził do swojej oferty akumulatory o zwiększonej pojemności 30 kWh, które wymagają dopłaty 5.000 złotych. Odmiana Acenta to koszt 149.900 złotych natomiast testowany przez nas egzemplarz Tekna to już wydatek 160.800 złotych. Za przygotowanie do obsługi ładowarek 6.6 kW zapłacimy 4.000 złotych, za lakier biały perłowy 2.700 złotych a za stację ładowania 6.6 kW kolejne 5.699 złotych.
Podsumowanie
Trudno jednoznacznie ocenić Leafa. Z ekonomicznego punktu widzenia zakup elektrycznego samochodu w naszym kraju nie ma najmniejszego sensu. Przynajmniej dopóki nie ma żadnych korzystnych regulacji sprzyjających takiej inwestycji. Doceniamy nowoczesny napęd zapewniający bardzo dobrą dynamikę w warunkach miejskich oraz niskie koszty eksploatacji, jednak za 160 tysięcy złotych oczekiwalibyśmy lepszego wykończenia.
W optymalnych warunkach atmosferycznych zapewnia zadowalający zasięg, który rzadko kiedy będzie dla nas niewystarczający w codziennym użytkowaniu. Tak jak napisaliśmy na samym początku „dożyliśmy czasów w których zasięg samochodów elektrycznych przestaje być ich głównym problemem, a zdecydowanie poważniejsze i bardziej kłopotliwe staje się ich ładowanie”. Prawdziwym problemem jest niewiele ogólnodostępnych punktów ładowania, które bardzo często są zastawione przez stojące na nich samochody z tradycyjnym napędem spalinowym. Mieszkając w domu możemy zdecydować się na szybką ładowarkę 6.6 kW, jednak taka przyjemność to wydatek prawie 10.000 złotych.
Naszym zdaniem warto poczekać na nową generację Nissana Leafa, która zostanie zaprezentowana we wrześniu i ma zapewniać zasięg 350 – 400 kilometrów.
| Nissan Leaf – dane techniczne: | |
| Silnik: | elektryczny, synchroniczny zmiennoprądowy |
| Maksymalna moc: | 109 KM w zakresie 3.008 – 10.000 obr./min |
| Maksymalny moment obrotowy: | 254 Nm przy 0 – 3.008 obr./min |
| Skrzynia biegów i napęd: | automatyczna, bezstopniowa; napęd na przednią oś |
| Przyspieszenie 0 – 100 km/h: | 11,5 s |
| Prędkość maksymalna: | 144 km/h |
| Średnie spalanie (miasto/trasa/mieszany): | 15 kWh/100 km |
| Pojemność akumulatorów: | 30 kWh |
| Wymiary (dł./wys./szer.): | 4445/1550/1770 |
| Pojemność bagażnika: | 370 l |
| Cena: | 160.800 złotych |











































