Testy samochodów

Isuzu D-Max Arctic Trucks AT35 | TEST

Arctic Trucks to islandzka firma specjalizująca się w przebudowie samochodów terenowych do radzenia sobie w najtrudniejszych warunkach. Konkretniej chodzi o przygotowanie pojazdów, które poradzą sobie w czasie ekspedycji na Antarktydę i Arktykę, więc firma Arctic Trucks naprawdę zna się na rzeczy, bo takie samochody muszą poradzić sobie z ekstremalnymi wyzwaniami. Może oglądaliście odcinek specjalny Top Gear w którym Jeremy Clarkson i James May brali udział w wyprawie na Biegun Północny a towarzyszyła im Toyota Hilux przygotowana właśnie przez Arctic Trucks.

Islandzka firma ma w Polsce oficjalny oddział, który oferuje modyfikacje między innymi do Isuzu D-Max, dzięki czemu pickup staje się prawdziwym potworem. Mieliśmy okazję jeździć Isuzu D-Max Arctic Trucks już 2019 roku, jednak w międzyczasie model przeszedł facelifting, natomiast pakiet Arctic Trucks daje jeszcze większe możliwości. Jeśli szukacie pickupa, który świetnie wygląda, jest bogato wyposażony i daje rewelacyjne możliwości w terenie to Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 jest czymś obok czego nie możecie przejść obojętnie.

Stylistyka

Naszym zdaniem obecna generacja Isuzu D-Max bardzo zyskała na atrakcyjności, dzięki czemu prezentuje się naprawdę dobrze. Oczywiście w przypadku pickupa ciężko wymyślić coś spektakularnego, zwłaszcza w tylnej części nadwozia, ale całkowicie przeprojektowany przód sprawił, że Isuzu D-Max wygląda nowocześniej i bardziej muskularnie. Nasz egzemplarz to najwyższa wersja wyposażenia LSE z podwójną kabiną i aluminiową roletą w kolorze czarnym.

Isuzu D-Max występuje u nas w czterech wersjach wyposażenia – L, LS, LSX oraz LSE, a także trzech typach nadwozia – pojedyncza kabina, wydłużona kabina oraz podwójna kabina. W zależności od odmiany, przestrzeń ładunkowa ma wysokość 465 – 490 milimetrów, szerokość 1530 – 1590 milimetrów i długość 1495 – 2330 milimetrów. Ładowność wynosi od 1065 do 1202 kilogramów.

W przedniej części nadwozia pojawiła się ogromna atrapa chłodnicy z emblematem Isuzu, która w wersji LSE została wykończona czernią i bardzo dobrze kontrastuje z pomarańczowym lakierem. Przód jest praktycznie pionowy co nadaje mu bardziej masywnego wyglądu, natomiast smukłe przednie reflektory dodają dynamiki. Warto zwrócić uwagę, że w wersjach LSX oraz LSE są one wykonane w technologii Bi-LED. Przeprojektowano również przedni zderzak, który jest teraz bardziej kanciasty, ale dzięki temu prezentuje się bardziej drapieżnie a całość sprawia, że Isuzu D-Max jest naprawdę ładnie zarysowanym pickupem. W tylnej części pojawiły się nowe światła, odświeżony zderzak, natomiast za kabiną pasażerską zamontowano opcjonalne orurowanie.

Modyfikacje Arctic Trucks

Isuzu D-Max wygląda atrakcyjnie, ale prezentowany egzemplarz nie zwracałby na siebie aż takiej uwagi gdybyśmy nie mieli do czynienia z czymś naprawdę wyjątkowym. A właśnie tak trzeba mówić o wersji Arctic Trucks. Modyfikacje przeprowadzone przez polski oddział przeobraziły Isuzu D-Max z eleganckiego pickupa w prawdziwego potwora, który poradzi sobie w niemalże każdych warunkach. Potwora jak na nasze warunki, bo możliwości islandzkiej firmy są zdecydowanie większe i jeśli jesteście ciekawi co potrafią to wystarczy obejrzeć kilka filmików na YouTube.

Tak czy siak, jak na nasze warunki, Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 jest przeogromny. Na pierwszy rzut oka uwagę zwracają ogromne, baloniaste opony terenowe, które mają rozmiar aż 35 cali! Aby zmieścić tak ogromne koła trzeba było wprowadzić pewne modyfikacje, które opierają się tutaj o elementy renomowanej, australijskiej firmy Pedders. Przede wszystkim zawieszenie z przodu, jak i z tyłu, zostało podniesione o 40 milimetrów, dzięki czemu prześwit zwiększył się z 240 milimetrów do 278 milimetrów. To jednak nie koniec, bo opony o szerokości 315 milimetrów wystawałyby poza obrys, więc trzeba było poszerzyć nadkola. Nie można tutaj nie pochwalić precyzji w wykonaniu wszystkich zabiegów, bo trudno się do czegokolwiek przyczepić i zauważyć, że mamy tutaj z pickupem, który został zmodyfikowany przez zewnętrzną firmę. Zwieńczeniem modyfikacji firmy Arctic Trucks są takie smaczki stylistyczne jak: specjalne stopnie boczne, cztery chlapacze czy tabliczki na nadkolach z informacją o właściwym ciśnieniu drogowym. To wszystko wygląda świetnie!

Wszystkie zabiegi sprawiły, że Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 mierzy 5265 milimetrów długości, 1915 milimetrów wysokości i 2040 milimetrów. W codziennym użytkowaniu warto zwrócić uwagę na szerokość, ponieważ wersja Arctic Trucks jest aż o 17 centymetrów szersza od standardowej odmiany. Już sama długość jest problemem na naszych drogach a jeśli dodamy do tego szerokość ponad dwóch metrów to możecie być pewni, że parkowanie nie należy do najłatwiejszych. Przynajmniej jeśli mówimy o kwestii zajmowania jednego miejsca. Poza tym prześwit zwiększył się z 240 milimetrów do 278 milimetrów, natomiast kąt natarcia wynosi 35 stopni a zejścia 29,7 stopnia, więc możliwości jazdy w terenie są naprawdę ogromne.

W ramach modyfikacji przeprowadzone zostało wyważenie kół, geometria zawieszenia oraz skalibrowano prędkościomierz, więc takim potworem jeździ się tak jakby dokładnie w takiej formie zjechał z taśmy produkcyjnej.

Wnętrze i wyposażenie

Dużą poprawę względem poprzednika widać również we wnętrzu, które jest zdecydowanie ładniej zaprojektowane, wykończone i uporządkowane. Prezentowany egzemplarz to najwyższa wersja wyposażenia LSE i aż trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z samochodem użytkowym, bo bliżej mu do tego co możemy spotkać w samochodach osobowych.

Oczywiście w większości mamy tutaj twarde tworzywa, ale raczej niczego innego w tej klasie nie należy się spodziewać. Tyle tylko, że w wypasionej odmianie LSE mamy także skórzane wykończenie, które znajdziemy na desce rozdzielczej, podłokietnikach i boczkach drzwi, a jest ono dodatkowo ozdobione białymi przeszyciami. Jedyny minus to, że pod skórzanym obiciem nie znalazło się troszeczkę miękkiego wypełnienia.

Znajdziemy także skórzane fotele z elektryczną regulacją, skórzaną kierownicę wielofunkcyjną, 9-calowy ekran systemu multimedialnego czy listwy ozdobne w kolorze piano black i satynowo srebrnym. O ile na spasowanie poszczególnych elementów nie możemy narzekać, o tyle wykończenie czernią fortepianową w samochodzie użytkowym jest kompletnie bezsensu. Zwłaszcza, że błyszczące panele znajdziemy na tunelu środkowym czy rączkach drzwi. Kto to w ogóle wymyślił? Tego nie powinno być w ogóle.

Pochwalimy za to praktyczność i funkcjonalność wnętrza, bo znajdziemy w nim wszystko to czego potrzebujemy, zarówno do pracy, jak i w codziennym użytkowaniu. Przed pasażerem są dwa zamykane schowki, chociaż nie są one zbyt duże i brakuje w nich gumowego wykończenia, więc jeśli cokolwiek tam włożymy to będzie tam latało. We wnętrzu znajdziemy jeszcze trzy zamykane schowki. Pierwszy w podłokietniku, drugi na wysokości lewego kolana kierowcy, natomiast ostatni na szczycie deski rozdzielczej. Po obu stronach kokpitu mamy wysuwane uchwyty na napoje, w drzwiach znajdziemy pojemne kieszenie a na tunelu środkowym kolejny uchwyt na napoje i półkę na telefon za lewarkiem zmiany biegów. I tutaj również zabrakło jakiegoś gumowanego wykończenia. Szkoda, bo to niby drobnostka a nie musielibyśmy martwić się o to, że nasz telefon będzie przemieszczać się w każdym zakręcie.

Za dobrze wyglądającą kierownicą znajdziemy analogowy zestaw wskaźników z kolorowym wyświetlaczem komputera pokładowego. Obsługujemy go za pomocą przycisków na kierownicy co jest bardzo wygodne, jednak naszym zdaniem nie do końca przemyślano funkcjonalność samego ekranu. Jest on dość mały a wiele ustawień zmieniamy właśnie za jego pośrednictwem dlatego bywa on dość nieczytelny.

Pewnie zdecydowanie lepiej byłoby przerzucić częściową obsługę na dziewięciocalowy ekran systemu info-rozrywki, który jest zaskakująco okrojony a w dodatku część ustawień dostępna jest wyłącznie po zatrzymaniu. Zresztą nawet wtedy znajdziemy tam tylko obsługę audio, bluetooth czy kamerę cofania. Fajnie, że pozostawiono fizyczne przyciski, ale jeśli nie podłączycie się Android Auto lub Apple CarPlay to cały system nie ma tutaj większego sensu. Warto pochwalić zaskakująco dobre nagłośnienie Premium Surround z ośmioma głośnikami, które jak na taki samochód gra zaskakująco dobrze.

Tuż pod ekranem znajdziemy dedykowany panel do obsługi dwustrefowej klimatyzacji, który wygląda estetycznie i jest wygodny w obsłudze. Uwagi mamy do działania samego sytemu klimatyzacji, który kompletnie nie radził sobie w warunkach naszego testu. Cały czas parowały nam szyby a w czasie opadów, śnieg zamarzał nam na przedniej szybie. Dopiero przy ręcznym ustawieniu kierunku nawiewu wszystko wracało do normy.

Przednie fotele są bardzo wygodne a dzięki regulowanej w dwóch płaszczyznach kolumnie kierownicy, znalezienie optymalnej pozycji do jazdy nie stanowi problemu. W dodatku jak na pickupa, pozycja jest naprawdę bardzo dobra. W naszej wersji wyposażenia fotel kierowcy był elektrycznie regulowany, posiadał regulację podparcia odcinka lędźwiowego a oba przednie fotele były podgrzewane. Pomiędzy nimi znalazł się duży podłokietnik, który niestety nie jest w żaden sposób regulowany, więc nie jest on zbyt wygodny. Poza sporą ilością miejsca, na uwagę zasługuje wysoka ergonomia oraz wystarczająca ilość portów – USB, 12 V oraz AUX.

Jeśli chodzi o tylną kanapę to miejsca jest tam zaskakująco dużo, natomiast wyprofilowane siedziska sprawiają, że podróżowanie nie jest męczące. Komfort podnoszą oddzielne nawiewy, port USB oraz podłokietnik z uchwytami na napoje. Na oparciach przednich foteli znajdziemy kieszenie a na fotelu kierowcy zamontowano specjalny uchwyt o udźwigu 4 kilogramów. Pod kanapą znajdziemy również schowki a świetnym rozwiązaniem jest możliwość postawienia siedzisk do pionu, dzięki czemu można przewieźć jakieś gabaryty.

Silnik i właściwości jezdne

Isuzu D-Max oferowany jest na naszym rynku tylko w jednym wariancie silnikowym. To diesel o pojemności 1.9 litra, który generuje moc 163 koni mechanicznych i maksymalny moment obrotowy 360 Nm. W naszej wersji miał on o około 20 % więcej mocy, aby nieco zrekompensować zwiększoną masę oraz pogorszoną aerodynamikę wynikającą z przeprowadzonych modyfikacji. W praktyce niewiele to dało, chociaż chyba wolelibyśmy nie sprawdzać jak poradziłby sobie Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 mając fabryczną moc.

Jeśli szukacie pickupa, który będzie dynamiczny i sprawdzi się na odcinkach rajdowych to raczej nie patrzcie w kierunku Isuzu D-Max. Jednak jeśli zależy Wam na trwałości i świetnych możliwościach terenowych to japoński pickup zasługuje na uwagę. No właśnie, mamy tutaj jednostkę napędowa, która jest ceniona za trwałość, natomiast sześciobiegowy automat nie będzie najszybszy i będzie szarpać, ale również nie powinniście mieć problemu z jego awaryjnością.

Pomimo tego, że Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 to terenowy potwór, musi sobie również poradzić w trasie oraz w mieście. Jak w takich warunkach wypada ogromny pickup?

Okazuje się, że radzi sobie zaskakująco dobrze. Owszem, skrzynia w codziennym użytkowaniu nie jest zbyt komfortowa, bo jest powolna, potrafi trochę się pogubić i szarpać, ale w terenie radzi sobie dokładnie tak jak powinna. Zdecydowanie więcej pozytywnych słów możemy powiedzieć na temat samego prowadzenia, które pomimo modyfikacji sprawia wrażenie jakbyśmy mieli do czynienia z samochodem, który dokładnie w takiej formie wyjechał z fabryki. W mieście docenimy bardzo dobrą widoczność, dużych rozmiarów lusterka boczne a także świetnej jakości kamerę cofania.

Na śliskiej nawierzchni trzeba uważać z wciskaniem pedału przyspieszenia. Szerokie opony AT sprawdzają się w terenie, ale na zwykłym asfalcie są zdecydowanie mniej przyczepne, więc nietrudno zerwać przyczepność. Zwłaszcza, że na co dzień napędzane są tylko tylne koła. Jeśli chodzi o zawieszenie to jest ono dość twarde. Dopóki poruszamy się do dobrej jakości nawierzchni to jest wygodnie, ale jakiekolwiek dziury czy wyboje sprawiają, że we wnętrzu dość mocno trzęsie. Nie możemy za to narzekać na zużycie paliwa, bo średnio w mieście diesel zadowalał się 11 – 13 litrami paliwa.

A jak sytuacja wygląda poza miastem? Na zwykłych krajówkach Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 prowadzi się pewnie a jazda jest komfortowa i oszczędna. Przy prędkości 100 km/h ten duży pickup potrzebuje około 10 litrów, więc nie jest to specjalnie dużo. Gorzej robi się na drogach szybkiego ruchu kiedy wyraźnie widać, że jednostce napędowej brakuje wigoru. Z tempomatem ustawionym na 120 – 130 km/h Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 często miewał problemy z utrzymaniem zadanej prędkości. Efekt? Co chwilę skrzynia redukuje bieg a kiedy samochód osiągnie zadaną prędkość to znowu wrzuca wyższy bieg. Problem w tym, że taka operacja może być przeprowadzana kilkanaście razy w ciągu kilkudziesięciu sekund. Możecie sobie wyobrazić jakie to irytujące i trudno nie odnieść wrażenia jakby sam komputer nie wiedział co właściwie ma zrobić w danej sytuacji. I to właściwie jedyne co przeszkadza na drodze ekspresowej, bo opony nie generują specjalnego szumu, natomiast jeśli chodzi o szumy opływowe to nie są one dokuczliwe. No i przy prędkości 120 km/h zużycie paliwa wzrasta już do przynajmniej 13 litrów.

Zanim przejdziemy do jazdy terenowej, warto wspomnieć o systemach bezpieczeństwa. Już w standardzie Isuzu D-Max wyposażony jest w wiele systemów takich jak m.in.: ostrzeganie przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu, zapobieganie opuszczeniu pasa ruchu, system kontroli prędkości zjazdu ze wzniesienia, asystenta skrętu, monitorowanie martwego pola (LSX/LSE), monitorowanie ruchu poprzecznego za pojazdem (LSX/LSE), tempomat adaptacyjny, utrzymanie pasa ruchu, poduszki kurtynowe, poduszka kolanowa kierowcy czy mocowania isofix.

Teren to żywioł Arctic Trucks

To na co mogliśmy narzekać w codziennym użytkowaniu zupełnie nie przeszkadza w czasie jazdy terenowej. Szerokie opony i podniesione zawieszenie dają ogromne możliwości. Teoretycznie na początku powinniśmy spuścić ciśnienie, aby opony miały jeszcze większą powierzchnię, jednak nawet na ciśnieniu drogowym radzą sobie świetnie. Efekt? Pomimo jazdy w naprawdę głębokim piachu, Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35 ani na chwilę nas nie zawiódł.

Do wyboru mamy trzy tryby. W codziennym użytkowaniu napędzane są tylko tylne koła, natomiast w terenie możemy przełączyć napęd w tryb 4H lub 4L. Pierwszy z nich to zwykły napęd na wszystkie koła, natomiast w drugim aktywowany jest reduktor ułatwiający jazdę w naprawdę ciężkim terenie. Gdyby to było niewystarczające to mamy tutaj jeszcze możliwość zablokowania tylnego dyferencjału, jednak działa ono tylko do prędkości 30 km/h. Jeśli przekroczymy tę prędkość to jest on automatycznie wyłączany, abyśmy nie uszkodzili napędu.

Prezentowanym egzemplarzem wybraliśmy się w naprawdę ciężki teren w którym poległy już m.in.: Mitsubishi L200 Stark, Mercedes X350d 4Matic czy Suzuki Jimny. Isuzu D-Max Arctic Trucks był jedynym samochodem, który poradził sobie na naszej testowej trasie. Co prawda mieliśmy chwile zwątpienia, bo w pewnym momencie Isuzu D-Max stanął i myśleliśmy, że będziemy musieli odpuścić, ale po zapięciu tylnego dyferencjału japoński pickup ruszył jak gdyby nigdy nic.

Prześwit pod mostami wynosi blisko 28 centymetrów, więc trzeba wjechać w naprawdę grząski teren, aby martwić się tym czy o coś nie zawadzicie. Na wszelki wypadek, pod silnikiem mamy metalową osłonę co jest bardzo ważnym, aczkolwiek często pomijanym zabezpieczeniem. Tutaj warto również zauważyć, że zamontowane progi nie ograniczają możliwości terenowych, chociaż wyprofilowania na których możemy postawić nogę powinny być na całej długości. Co z tego, że mamy wyprofilowanie jeśli akurat stoimy w takim miejscu, że nie możemy postawić tam nogi?

Naprawdę nam tym zaimponował. Oczywiście nie jesteśmy żadnymi specjalistami jazdy off road i dopiero profesjonaliści mogliby pokazać na co stać Isuzu D-Max Arctic Trucks AT 35, ale nawet my mogliśmy przejechać przez odcinki, które pokonałyby wiele innych terenówek. Mamy tylko wrażenie, że największym ograniczeniem prezentowanego egzemplarza jest silnik. Przydałaby się zdecydowanie mocniejsza jednostka, dzięki której Isuzu D-Max mógłby dawać jeszcze więcej frajdy i pokonywać jeszcze trudniejsze przeszkody.

Cennik

Testowane przez nas Isuzu D-Max w wersji LSE kosztuje bazowo 161 950 złotych netto (199 198 złotych brutto), jednak za tak skonfigurowany egzemplarz trzeba zapłacić 179 010 złotych netto (220 182 złote brutto). Trzeba dopłacić tutaj za automatyczną skrzynię biegów (6 000 złotych netto), lakier pomarańczowy metalizowany (3 150 złotych netto) oraz roletę aluminiową EVO DC (7 910 złotych netto). Do tego dochodzi jeszcze koszt modyfikacji, czyli 47 900 złotych netto. W sumie daje to kwotę 226 910 złotych netto (279 099 złotych brutto), co naszym zdaniem jest rozsądną ceną jak za tak zmodyfikowanego pickupa.

Bazowa wersja z pojedynczą kabiną i manualną skrzynią biegów rozpoczyna się od 128 950 złotych netto (158 608 złotych brutto). Wersja z kabiną wydłużoną wymaga dopłaty 5 000 złotych netto, natomiast do odmiany z kabiną podwójną trzeba dopłacić 10 000 złotych netto. Przekładnia automatyczna jest standardem tylko w wariancie LSE z kabiną wydłużoną, natomiast we wszystkich pozostałych wersjach trzeba zapłacić 6 000 złotych netto.

Wróćmy jednak do naszego poziomu wyposażenia LSE. Co otrzymujemy w standardzie? To m.in.:  blokada tylnego mechanizmu różnicowego, 18-sto calowe obręcze kół, system multimedialny 9” z CD/DVD, system nagłośnienia premium surround (8 głośników), konsola centralna z podłokietnikiem i nawiewem dla pasażerów z tyłu, deska rozdzielcza z miękkim wykończeniem, podgrzewane przednie fotele, elektrycznie regulowany fotel kierowcy, światła Bi-LED, przednie i tylne czujniki parkowania, dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, czujnik zmierzchu, czujnik deszczu a także mnóstwo systemów bezpieczeństwa i wspomagających kierowcę.

Podsumowanie

Pickupy nie są zbyt popularne w naszym kraju i są one rzadko kupowane przez klientów indywidualnych, natomiast większość egzemplarzy jakie można spotkać na naszych drogach to typowe woły robocze. Daleko im do tego czego mogliśmy doświadczyć w prezentowanym Isuzu D-Max.

Obecna generacja Isuzu D-Max prezentuje się nowocześnie i drapieżnie, natomiast pod względem wykończenia i wyposażenia może zawstydzić niejedną osobówkę. W segmencie pickupów to na pewno jedno z najlepszych wnętrz. Doceniliśmy wysoki komfort podróżowania oraz znakomite właściwości terenowe, które dzięki pakietowi Arctic Trucks stawiają D-Max w absolutnej czołówce. Niestety Japończyk wciąż oferowany jest tylko z jedną jednostką napędową, która nie gwarantuje specjalnie dobrych osiągów, jednak powinna odwdzięczyć się trwałością i bezawaryjnością.

Prezentowana wersja Arctic Trucks przeobraża Isuzu D-Max w terenowego potwora. Z punktu widzenia klienta ważne jest tutaj to, że nie tracimy żadnej gwarancji, natomiast modyfikacje przeprowadzone są ze starannością. Również cena jaką trzeba zapłacić za pakiet nie jest specjalnie wysoka. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że modyfikacje zostały przeprowadzone przez renomowaną firmę.

Przeczytajcie testy innych samochodów na naszej stronie

Isuzu D-Max 1.9 163 KM – dane techniczne (wersja standardowa):
Silnik:wysokoprężny, turbodoładowany, pojemność 1898 ccm
Maksymalna moc:163 KM przy 3.600 obr./min
Maksymalny moment obrotowy:360 Nm w zakresie
Skrzynia biegów i napęd:automatyczna, sześciostopniowa, napęd na wszystkie koła
Przyspieszenie 0 – 100 km/h:b.d.
Prędkość maksymalna:b.d.
Średnie spalanie (w cyklu mieszanym):b.d.
Pojemność zbiornika paliwa:76 l
Wymiary (dł./wys./szer.):5270/1810/1870
Wymiary przestrzeni ładunkowej (dł./wys./szer.):1495/490/1530

Cennik

Isuzu D-Max – cennik (netto)
WersjaLLSLSXLSE
kabina pojedyncza128 950 zł
kabina wydłużona133 950 zł138 950 zł152 950 zł162 950 zł (AT)
kabina podwójna138 950 zł143 950 zł155 950 zł161 950 zł

Na modyfikację AT 35 składa się:

– w tym modelu zawieszenie Pedders
– Opony terenowe AT w rozmiarze 315/70 R17 Nokian outpast
– 17×10″ Felgi aluminiowe „ARCTIC TRUCKS”
– Poszerzenia nadkoli – lakierowane
– Kalibrator prędkościomierza
– Podniesienie zawieszenia przedniego o ok. 40mm
– Podniesienie zawieszenia tylnego o ok. 40mm
– 30 mm body lift
– Trymowanie zderzaka, błotników i nadkoli nadwozia
– Klucz dynamometryczny, dedykowany do felg 17/10
– Cztery oryginalne chlapacze przeciwbłotne „ARCTIC TRUCKS”
– Wyważenie kół
– Geomertia zawieszenia
– Wykonanie badań technicznych po modyfikacji
Koszt netto modyfikacji: 47.900 pln