Coraz więcej producentów interesuje się napędem REEV, czyli samochodami elektrycznymi z przedłużonym zasięgiem. Nie bez powodu – ogromny chiński rynek sprawia, że takie rozwiązania zyskują na znaczeniu, a tamtejsi klienci coraz chętniej sięgają po tego typu samochody. W Europie to wciąż niszowa technologia, choć kolejni producenci zaczynają dostrzegać jej potencjał.
Niedawno testowaliśmy Forthinga T5 REEV i, delikatnie mówiąc, nie zrobił na nas najlepszego wrażenia. Tym razem dajemy szansę kolejnemu modelowi tej marki. Forthing S7 REEV ma być według producenta luksusowym sedanem klasy premium. Brzmi ambitnie, szczególnie że jego cena wynosi 159 900 zł. Czy tym razem będzie lepiej?
Robi wrażenie
Pod względem stylistyki Forthing S7 REEV prezentuje się naprawdę dobrze. To kawał samochodu, który wymiarami może konkurować ze Skodą Superb. Nadwozie ma 4935 mm długości, 1915 mm szerokości i 1495 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 2915 mm. Mamy więc do czynienia z dużą limuzyną, która już samymi proporcjami robi wrażenie. Nadwozie jest stosunkowo niskie, a mocno opadająca linia dachu nadaje mu dynamiczny charakter. Długi przód i płynne linie sprawiają, że Forthing S7 REEV wygląda nowocześnie, a momentami wręcz futurystycznie. Całość prezentuje się elegancko, ale zdecydowanie nie jest to kolejny sedan o typowej sylwetce.
Z przodu uwagę zwracają wyraźne, ale łagodnie poprowadzone przetłoczenia. Nie ma tu ostrych linii ani przesadnie agresywnych kształtów. Taka stylistyka nadaje nadwoziu płynności, a przy okazji może sprzyjać aerodynamice. Całość uzupełniają wąskie reflektory z charakterystycznymi segmentami świateł do jazdy dziennej.
Boczna linia również może się podobać. Długi przód, 19-calowe obręcze kół, chowane klamki i chromowane wykończenie listew okiennych nadają samochodowi elegancki charakter. Do tego dochodzą przyciemnione tylne szyby i mocno opadająca linia dachu, która sprawia, że S7 REEV wygląda bardziej dynamicznie niż klasyczna, zachowawcza limuzyna. Projekt jest przy tym oszczędny w formie – nie brakuje tu płynnych linii, ale nie ma też nadmiaru ozdobników.
Nie wszystko jednak wygląda równie przekonująco. Patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że tylna część nadwozia nie do końca pasuje do reszty sylwetki. Szczególnie gdy staniemy za samochodem, Forthing S7 REEV wydaje się nieco zbyt niski, jakby jego tył był lekko opuszczony. Trochę przypomina to starego Citroëna C5, w którym zawieszenie hydropneumatyczne odmówiło posłuszeństwa i całe nadwozie opadło. To oczywiście kwestia gustu, ale akurat z tej perspektywy proporcje S7 REEV nie przekonują nas tak bardzo jak przednia część nadwozia.
Sam tył ma jednak kilka ciekawych akcentów. Najbardziej wyróżnia się szeroka listwa świetlna biegnąca przez niemal całą szerokość nadwozia, która podkreśla nowoczesny charakter samochodu. Duża tylna szyba dobrze wpisuje się w opływową sylwetkę, choć nie zmienia to naszego wrażenia, że proporcje tej części nadwozia mogłyby być nieco lepsze.
Wnętrze z Chin, czyli gdzie jest to premium?
Wnętrze Forthinga S7 REEV jest minimalistyczne i wygląda znajomo. Mamy dwa ekrany, szeroki tunel środkowy z miejscami na telefony i ładowarką indukcyjną. Pod podłokietnikiem znalazło się sporo miejsca oraz porty do ładowania urządzeń. Fizycznych przycisków jest niewiele. Właściwie gdyby zasłonić logo Forthinga na kierownicy, trudno byłoby od razu rozpoznać, że siedzimy właśnie w tym modelu. To układ, który znamy już z wielu chińskich samochodów.
Tyle że Forthing S7 REEV ma być według producenta sedanem klasy premium. Czy rzeczywiście można go tak określić? Z przestronnością nie ma problemu, a ogromny dach panoramiczny robi świetne wrażenie. Jest mocno zakrzywiony i zajmuje dużą część dachu, dzięki czemu od razu przyciąga uwagę. To chyba właśnie on najbardziej zasługuje tutaj na miano premium.
Szkoda tylko, że nie przewidziano rolety. Testowaliśmy samochód w październiku, kiedy temperatury nie były już wysokie, więc nie mieliśmy okazji sprawdzić, jak taki dach sprawdza się podczas letnich upałów.
Z jakością wykończenia jest już różnie. W jednym miejscu trafiamy na przyjemne, miękkie materiały, a tuż obok na twardy plastik. Gdzieniegdzie twarde tworzywa obszyto sztuczną skórą, ale na desce rozdzielczej znajdziemy też duże połacie zwykłego, twardego plastiku. Nie jest to poziom, którego oczekiwalibyśmy od samochodu aspirującego do segmentu premium.
Multimedia i kamery
Na pokładzie mamy cyfrowe zegary o przekątnej 8,8 cala oraz centralny ekran multimedialny o przekątnej 14,6 cala. System nie jest może najbardziej intuicyjny, ale działa całkiem sprawnie. Ekran szybko reaguje na polecenia, nie zacina się i nie zawiesza. Na pochwałę zasługuje również jakość obrazu z kamer, a bezprzewodowa obsługa Android Auto i Apple CarPlay ułatwia codzienne korzystanie z multimediów.
Nie wszystko zostało jednak dobrze przemyślane. Podczas korzystania z kamer obraz potrafi nagle przełączyć się na widok z góry. W efekcie tracimy orientację w tym, co faktycznie znajduje się za samochodem. Taki widok powinien ułatwiać parkowanie, tymczasem bywa mało czytelny i nie daje właściwego wyobrażenia o odległości od przeszkód. Zamiast pomagać, potrafi więc niepotrzebnie utrudnić manewrowanie.
Na kierownicy znajdziemy dwa przyciski, którym możemy przypisać własne funkcje. To przydatny dodatek, bo pozwala szybko uruchomić wybrane opcje systemu multimedialnego bez konieczności szukania ich na ekranie.
Klimatyzacja, która nie radzi sobie z parującymi szybami
Największym rozczarowaniem jest jednak klimatyzacja. Automatyczny układ jest tylko jednostrefowy, co w samochodzie aspirującym do segmentu premium może dziwić, ale to jeszcze można byłoby zaakceptować. Znacznie większym problemem jest to, że szyby regularnie parują, a układ klimatyzacji kompletnie sobie z tym nie radzi.
Szyby potrafią parować nawet podczas zwykłej jazdy, a klimatyzacja nie zawsze wie, co z tym zrobić. Zdarzało się, że przednia szyba była zaparowana, a nawiew i tak kierował powietrze na stopy zamiast na szybę. Musieliśmy więc sami zmieniać ustawienia, choć nie zawsze przynosiło to oczekiwany efekt.
W takich sytuacjach pozostawało nam czasem sięgnąć po szmatkę i przetrzeć szybę. W samochodzie za prawie 160 tys. zł nie powinno być takiego problemu. Klimatyzacja powinna po prostu działać, a nie zmuszać nas do ciągłego poprawiania jej ustawień.
Przednie fotele wyglądają świetnie, ale mają swoje ograniczenia
Przednie fotele na pierwszy rzut oka robią bardzo dobre wrażenie. Świetnie wyglądają, są wygodne, a charakterystyczna zabudowa w okolicy barków i efektowne zagłówki dodają im elegancji. Niestety, możliwości regulacji nie pozwalają na tak dobre dopasowanie pozycji za kierownicą, jakiego można oczekiwać. Fotel kierowcy ma elektryczną regulację w sześciu kierunkach, ale zabrakło możliwości zmiany kąta nachylenia siedziska oraz regulacji podparcia odcinka lędźwiowego. W efekcie, mimo efektownego wyglądu i dobrego komfortu, nie każdemu uda się znaleźć idealną pozycję.
Jest też pamięć ustawień, choć i tutaj nie wszystko działa tak, jak powinno. Gdy zapisywaliśmy pozycję przy użyciu przycisków regulacji, ustawienia nie zawsze były zapamiętywane. Dopiero skorzystanie z odpowiedniej opcji na ekranie przyniosło oczekiwany efekt. Nie znajdziemy też osobnego przycisku, który pozwalałby po prostu zapisać ustawienia.
Na plus należy zaliczyć podgrzewanie i wentylację fotela kierowcy, ale pasażer musi zadowolić się samym podgrzewaniem.
Z tyłu dużo miejsca, ale nie obyło się bez wpadek
Z tyłu jest znacznie lepiej. Miejsca nie brakuje nawet dla wysokich pasażerów, a do dyspozycji mamy osobne nawiewy, porty do ładowania urządzeń, kieszenie w drzwiach i schowki na oparciach przednich foteli. Dwa skrajne miejsca są wyraźnie zaznaczone, a zagłówki prezentują się naprawdę dobrze.
Jest jednak pewien zgrzyt: zabrakło tylnego podłokietnika. W dużym sedanie, który ma aspirować do klasy premium, to dość zaskakujące niedopatrzenie.
Jest też rozwiązanie, którego zupełnie nie rozumiemy. Środkowe miejsce na tylnej kanapie wygląda raczej na awaryjne, ale jeśli ktoś zdecyduje się tam usiąść, pozostaje kwestia zagłówka, którego nie można regulować. W zależności od wzrostu pasażera może on znajdować się na niewłaściwej wysokości, nawet w okolicy szyi. To nie tylko kwestia wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa. Przy tak dużym sedanie trudno zrozumieć, dlaczego nie zadbano o możliwość lepszego dopasowania zagłówka.
Bagażnik wypada już znacznie słabiej. Jest długi, ale dość niski, przez co przewożenie większych przedmiotów może być utrudnione. Dostęp do niego jest za to wygodny.
Szkoda tylko, że zabrakło tak podstawowych elementów jak oświetlenie, gniazdo 12 V czy haczyki na torby. To drobiazgi, ale właśnie takie szczegóły często decydują o tym, czy samochód jest dopracowany w codziennym użytkowaniu.
Elektryk z silnikiem benzynowym
Forthing S7 REEV korzysta z napędu REEV, czyli elektrycznego układu z dodatkowym silnikiem spalinowym, który pełni funkcję generatora i pozwala wydłużyć zasięg. W praktyce napęd na koła zapewnia silnik elektryczny, a gdy poziom energii w akumulatorze spada, do pracy może wkroczyć jednostka benzynowa. Nie musimy więc za każdym razem szukać ładowarki. Trzeba jednak pamiętać, że S7 REEV nie korzysta z zielonych tablic rejestracyjnych ani przywilejów przewidzianych dla samochodów elektrycznych, takich jak możliwość jazdy buspasami.
Silnik elektryczny rozwija 209 KM i 310 Nm, natomiast benzynowa jednostka o pojemności 1,5 litra generuje 100 KM i 132 Nm. Te drugie wartości nie robią wielkiego wrażenia, ale w tym przypadku nie są najważniejsze. Silnik spalinowy nie napędza bezpośrednio kół, lecz pomaga zwiększyć zasięg samochodu.
Moc trafia na tylne koła, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7,2 s. Prędkość maksymalna wynosi 180 km/h. To wystarczające parametry do codziennej jazdy, choć trudno mówić o sportowych osiągach. Producent deklaruje 180 km zasięgu w trybie elektrycznym i 1080 km łącznie. Ile uda się uzyskać w praktyce? Do tego jeszcze wrócimy.
Jak to jeździ?
Mocy nie ma przesadnie dużo, ale do codziennej jazdy wystarcza. Forthing S7 REEV sprawnie przyspiesza, a jeśli chcemy poczuć więcej dynamiki, możemy wybrać tryb Sport+. Reakcja na wciśnięcie pedału przyspieszenia jest wtedy bardzo szybka. Do dyspozycji mamy łącznie cztery tryby jazdy, ale na tym lista ustawień się nie kończy.
Forthing S7 REEV to całkiem przyjemny elektryk, ale jako hybryda wypada już znacznie gorzej. Podczas jazdy na prądzie wszystko działa tak, jak powinno, i trudno mieć większe zastrzeżenia. Gorzej, gdy zaczynamy zagłębiać się w ustawienia. Możemy zmieniać nie tylko tryby jazdy i sposób działania napędu hybrydowego, ale też charakterystykę układu kierowniczego czy czułość hamulca. Opcji jest naprawdę sporo, a naszym zdaniem zdecydowanie za dużo. Zamiast ułatwiać życie, niepotrzebnie komplikują obsługę samochodu.
Nie wszystko przekonuje również podczas jazdy. Wyciszenie kabiny mogłoby być lepsze, bo już przy 40–50 km/h wyraźnie słychać szum opon. Przy spokojnej jeździe potrafi to przeszkadzać, szczególnie gdy liczymy na komfort znany z samochodów aspirujących do klasy premium.
Samo zawieszenie jest miękkie i dobrze radzi sobie z nierównościami. Po przesiadce ze Skody Superb Sportline różnica jest wyraźna, a na gorszych drogach Forthing potrafi być przyjemnie komfortowy. Problem pojawia się w zakrętach. Nadwozie mocno się przechyla, a gdy zaczynamy jechać szybciej, dość szybko czuć, że samochód zbliża się do granicy przyczepności. To nie jest auto, które zachęca do dynamicznej jazdy po krętych drogach. Przy prędkościach powyżej 120–130 km/h brakuje nam też poczucia pewności i stabilności.
Trzeba uważać również na progi zwalniające. Forthing S7 REEV jest dość nisko zawieszony, dlatego nawet przy pozornie niewielkiej prędkości można zahaczyć podwoziem. Lepiej więc zwalniać bardziej, niż podpowiada nam intuicja.
Zużycie paliwa i energii. Tu robi się ciekawie
Na początek dobra wiadomość. Na samym prądzie Forthing S7 REEV przejeżdża realnie około 130–140 km. To naprawdę dobry wynik, choć mamy tu do czynienia z akumulatorem o pojemności 28 kWh. Pytanie brzmi jednak, co się dzieje, kiedy prądu zabraknie i do gry wchodzi silnik spalinowy.
W mieście zanotowaliśmy około 6,5 l/100 km. Poza miastem wyniki były już mniej oczywiste. Przy 100 km/h samochód zużywał 7,5 l/100 km i 20–22 kWh/100 km. Przy 120 km/h było to 7,1 l/100 km i 25 kWh/100 km, a przy 140 km/h komputer pokazywał 8 l/100 km i 30 kWh/100 km. Więcej już nie zobaczyliśmy.
I właśnie tutaj zaczyna się problem, bo nie do końca rozumiemy, skąd biorą się takie wyniki. Przy 100 i 140 km/h zużycie paliwa było niemal identyczne, choć zużycie energii elektrycznej mocno się różniło. Co ciekawe, poziom naładowania akumulatora praktycznie się nie zmieniał. Trudno więc powiedzieć, jak dokładnie działa ten układ i dlaczego wskazania wyglądają właśnie tak.
Swoją drogą, podobne wątpliwości mamy przy wyborze trybów pracy napędu. Jest ich kilka i zamiast po prostu jechać, można zacząć się zastanawiać, który będzie najlepszy i pozwoli spalić mniej paliwa. Naszym zdaniem niepotrzebnie to wszystko skomplikowano. Samochód powinien możliwie dobrze zarządzać napędem bez zmuszania kierowcy do zastanawiania się, które ustawienie wybrać w danej sytuacji.
Ile kosztuje Forthing S7 REEV?
Forthing S7 REEV kosztuje 159 900 zł i już w standardzie oferuje całkiem sporo. Na pokładzie znajdziemy panoramiczny dach, 19-calowe felgi aluminiowe, kamery 360 stopni oraz elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika. Nie zabrakło też bezramkowych szyb w drzwiach, które dodają nadwoziu elegancji.
W kabinie uwagę zwraca 14,6-calowy ekran multimedialny współpracujący z bezprzewodowym Android Auto i Apple CarPlay. Kierowca ma do dyspozycji również cyfrowe zegary o przekątnej 8,8 cala. Przednie fotele są podgrzewane, fotel kierowcy ma elektryczną regulację i pamięć ustawień, a dodatkowo oferuje wentylację. Na liście wyposażenia znalazły się także klimatyzacja automatyczna, ładowarka bezprzewodowa i dostęp bezkluczykowy.
Producent nie zapomniał o systemach bezpieczeństwa. Standard obejmuje między innymi adaptacyjny tempomat, automatyczne hamowanie awaryjne, monitorowanie martwego pola oraz kamery 360 stopni.
Dopłaty dotyczą głównie kolorystyki. Biały lakier z czarnym wnętrzem nie wymaga dodatkowych opłat, inne kolory nadwozia kosztują 2900 zł, a białe lub Camel wnętrze – 1500 zł.
Jak na samochód za niespełna 160 tys. zł wyposażenie Forthinga S7 REEV wygląda całkiem obiecująco. Są jednak pewne oszczędności. Klimatyzacja jest tylko jednostrefowa, a wentylację znajdziemy wyłącznie w fotelu kierowcy.
Trzeba też przyznać, że Forthing nie ma bezpośredniego rywala i pod tym względem trafia w dość ciekawą niszę. Jeśli jednak spojrzymy na samochody o podobnych rozmiarach, od razu przychodzą nam do głowy Skoda Superb i Toyota Camry. I szczerze mówiąc, oba te modele wydają nam się znacznie ciekawszym wyborem, nawet w podstawowych wersjach. S7 REEV kusi dużym akumulatorem i możliwością jazdy na prądzie, ale pod wieloma innymi względami nie przekonuje nas tak bardzo, jak mógłby.
Forthing S7 REEV – nasza opinia
Forthing S7 REEV to zdecydowanie bardziej udany samochód niż testowany wcześniej T5 REEV. Jest przestronny, komfortowy i całkiem przyjemny w codziennej jeździe. Na prądzie przejeżdża realnie około 130–140 km, więc jeśli możemy ładować go regularnie, taki zasięg w zupełności wystarczy do codziennych dojazdów.
Problem w tym, że im dłużej jeździmy Forthingiem, tym więcej zauważamy niedopracowanych elementów. Klimatyzacja nie radzi sobie z parującymi szybami, pamięć ustawień fotela działa kapryśnie, a widok z kamer potrafi bardziej utrudnić parkowanie, niż je ułatwić. Do tego dochodzą przeciętne wyciszenie, zachowanie w zakrętach i nadmiar ustawień, przez które obsługa napędu hybrydowego staje się niepotrzebnie skomplikowana.
Za 159 900 zł dostajemy duży samochód z ciekawym napędem i bogatym wyposażeniem. Tyle że sama lista dodatków nie wystarczy, by nazwać go autem klasy premium. Forthing S7 REEV ma kilka mocnych stron, ale wciąż wymaga dopracowania. A jeśli nie zależy nam szczególnie na możliwości pokonywania ponad 100 km na prądzie, warto przyjrzeć się także Skodzie Superb i Toyocie Camry.

























