Do naszego testu trafia kolejny chiński SUV. Tym razem sprawdzamy Geely Starray EM-i – hybrydę plug-in, która startuje obecnie od 149 900 zł. Brzmi kusząco, ale czy rzeczywiście jest to propozycja, której warto przyjrzeć się bliżej?
Trzeba przyznać, że tempo, w jakim chińskie marki pojawiają się na polskim rynku, jest imponujące. Jeszcze niedawno można było wymienić je na palcach jednej ręki, a dziś co chwilę debiutuje nowa firma lub nowy model, i to już bez większego zaskoczenia. Jedne marki próbują swoich sił dzięki niezależnym importerom – jak Forthing czy Skywell – inne dołączyły do grona tych, które zdążyły zdobyć rozpoznawalność: MG, BYD, Omoda, Jaecoo czy Chery. Do tej grupy chce dołączyć także Geely, które na razie proponuje w Polsce dwa modele: elektrycznego EX5 (jego test już wkrótce) oraz hybrydowego Starray EM-i.

Czym jest Geely?
Choć Geely nie jest w Polsce jeszcze szerzej kojarzone, trudno nazwać tę markę debiutantem. To jeden z największych chińskich koncernów motoryzacyjnych, mający w portfolio m.in. Volvo, Polestara czy Lotusa. W Polsce dopiero zaczyna budować swoją pozycję, ale – podobnie jak wielu innych producentów z Chin – stawia na hybrydę plug-in jako skuteczny sposób na szybkie przyciągnięcie klientów. Starray EM-i ma być rozsądnie wycenioną alternatywą, która kusi dużym zasięgiem, niskim zużyciem paliwa i bogatym wyposażeniem.
Czy Geely Starray EM-i jest w stanie realnie zagrozić takim modelom jak MG HS PHEV czy Jaecoo 7 Super Hybrid? Dzisiejszy test powinien dać pierwszą, konkretną odpowiedź na to, czy debiutant z Chin ma szansę przebić się do mainstreamu, czy jednak pozostanie opcją dla kierowców, którzy lubią wybierać mniej oczywiste samochody.
Design i pierwsze wrażenia
Z zewnątrz Geely Starray EM-i wygląda jak… typowy współczesny chiński SUV. I nie jest to zarzut. Wiele nowych modeli z Państwa Środka korzysta z podobnego języka stylistycznego — nowoczesnego, zachowawczego i projektowanego tak, by trafić w gusta możliwie szerokiej grupy kierowców. W efekcie, gdyby przykleić na masce logo innej marki, nawet europejskiej, całość wciąż wyglądałaby spójnie. To po prostu kierunek, jaki obrała większość nowych chińskich producentów.
Starray EM-i może się podobać dzięki dobrze dobranym proporcjom i temu, że jego sylwetka pozbawiona jest zbędnych fajerwerków. Z przodu znajdziemy wąskie reflektory LED do jazdy dziennej połączone czarną listwą, a główne światła umieszczono niżej, w zderzaku. Do tego dochodzą srebrne akcenty, przednia kamera i charakterystyczny emblemat.
Linia boczna Starray EM-i również utrzymana jest w spokojnej, eleganckiej stylistyce. Proste przetłoczenia, chromowane obramowania okien, efektowne felgi i subtelna lotka nad tylną szybą tworzą spójną, dojrzałą sylwetkę. To właśnie z profilu najlepiej widać, że mamy do czynienia ze sporym SUV-em.
Geely Starray EM-i mierzy 4740 mm długości, 1905 mm szerokości i 1685 mm wysokości, a rozstaw osi wynosi 2755 mm. Pod względem gabarytów plasuje się więc za Skodą Kodiaq iV (4758 mm) czy Hyundaiem Santa Fe (4830 mm). Jednocześnie jest nieco większy od SUV-ów klasy średniej, takich jak Mitsubishi Outlander PHEV (4720 mm), Volvo XC60 (4708 mm), Nissan X-Trail (4680 mm) czy MG HS (4670 mm). Dla porównania, Jaecoo 7 jest wyraźnie mniejsze – ma 4500 mm długości.
Tył Starray EM-i również utrzymano w minimalistycznym tonie. Całość wygląda przejrzyście i nowocześnie, a najciekawszym detalem są dopracowane tylne lampy połączone listwą świetlną biegnącą przez całą szerokość klapy. To dopiero tutaj pojawia się też nazwa Geely.
Być może Geely Starray EM-i brakuje nieco bardziej wyrazistego charakteru, ale właśnie w tym tkwi jego siła. Nie ma tu kontrowersyjnych akcentów ani przesady — są za to dobrze poprowadzone linie, ładnie zarysowana sylwetka, chromowane dodatki i efektowne felgi. Wszystko to sprawia, że samochód przyciąga uwagę od pierwszego spojrzenia. I to nie tylko dlatego, że należy do wciąż mało znanej w Polsce marki. Starray EM-i po prostu prezentuje się bardzo efektownie — zwłaszcza w lakierze Supersonic Green.
Chiński standard, ale Geely dorzuca coś od siebie
Chińskie marki wypracowały już swój styl projektowania wnętrz — Starray EM-i wpasowuje się w ten schemat. Mamy więc duży ekran multimedialny, cyfrowe zegary, szeroki tunel środkowy z miejscami na smartfony i bardzo dobre materiały wykończeniowe. To wszystko wygląda znajomo, ale w dobrym sensie — praktyczne, logiczne i łatwe do ogarnięcia po kilku minutach za kierownicą.
Ale jest coś, czym Geely pozytywnie wyróżnia się na tle choćby Jaecoo 7 Super Hybrid – fizyczny panel klimatyzacji. I to naprawdę cieszy, bo w wielu nowych chińskich SUV-ach wszystko wrzuca się na ekran dotykowy. Tutaj pokrętła i przyciski są na swoim miejscu, dzięki czemu podstawowe funkcje obsługujemy bez odrywania wzroku od drogi.
Choć — żeby nie było zbyt idealnie — podgrzewanie tylnej szyby i tak trzeba włączać z poziomu ekranu. Mimo to fizyczny panel to duży plus i coś, co realnie poprawia codzienne użytkowanie Starraya.
Wykończenie, które robi robotę
To, co dodatkowo może się podobać, to samo wykończenie. Wnętrze jest uporządkowane i przyjemne wizualnie, a materiały trzymają naprawdę dobry poziom. Do wyboru są dwa warianty kolorystyczne — Caramel Brown (jak w naszym egzemplarzu) oraz Star Blue. I choć niekoniecznie przepadamy za taką gamą barw, trzeba przyznać, że robi bardzo dobre wrażenie.
Jest sporo ekoskóry, ładne przeszycia, fajne srebrne wstawki i minimalna ilość piano black. Do tego świetnie prezentują się głośniki na desce rozdzielczej i w boczkach drzwi, a same przełączniki i nawiewy to elementy, które świadczą o tym, że przywiązano uwagę do detali. Całość jest nie tylko efektowna, ale też solidnie spasowana — nic nie trzeszczy i nie ma tu poczucia, że gdziekolwiek szukano oszczędności.
Praktyczność na co dzień
To dobre wrażenie nie znika, kiedy przyjrzymy się schowkom, złączom do ładowania czy ogólnej ergonomii kabiny. Wszystko jest tu przemyślane i rozmieszczone tak, żeby korzystało się z tego na co dzień po prostu wygodnie.
Na tunelu środkowym mamy dwa duże miejsca na smartfony — jedno z nich z ładowarką indukcyjną — dalej znajduje się fizyczny panel klimatyzacji i pokrętło regulacji głośności. Są dwa cupholdery, a podłokietnik kryje naprawdę spory schowek.
Sam tunel ma konstrukcję „wiszącą”, więc pod nim znalazła się duża półka, typowe rozwiązanie dla wielu chińskich modeli. I dobrze, bo to dodatkowe, realnie użyteczne miejsce. Umieszczono tam też porty USB i gniazdo 12V.
Nie brakuje również porządnego schowka przed pasażerem oraz dużych kieszeni w drzwiach — bez problemu zmieszczą butelki i drobiazgi, które zwykle wozi się pod ręką.
Nie wszystko jest idealne
Dobra, ale żeby nie było, że wszystko jest perfekcyjne — Geely Starray EM-i ma też swoje minusy. Już wspominaliśmy o braku fizycznego przycisku do podgrzewania tylnej szyby. Do tego dochodzi jeszcze brak klasycznej rączki do zamykania drzwi od środka. I o ile na co dzień można to przeżyć, o tyle zimą, gdy macie rękawiczki, robi się to zwyczajnie irytujące.
Nie każdemu spodoba się też brak tradycyjnego przycisku startera. Tutaj działa to podobnie jak w elektrykach Skody: wsiadasz, naciskasz hamulec, wrzucasz bieg i jedziesz. Po zatrzymaniu – wybierasz tryb „P”, wysiadasz i auto samo się wyłącza. W praktyce to wygodne, ale jeśli ktoś lubi fizyczny „Start/Stop”, może potrzebować chwili, aby się przyzwyczaić. Niby silnik da się wyłączyć ręcznie, ale wymaga to klikania w ekran — i to już kompletnie niepotrzebna komplikacja.
Multimedialny miks plusów i minusów
Cyfrowe zegary to trochę słodko-gorzki temat. Z jednej strony mamy szeroki, przejrzysty ekran z ładnymi grafikami i dobrą czytelnością. Z drugiej — sposób obsługi potrafi zirytować. Sterowanie komputerem pokładowym i multimediami odbywa się tymi samymi przyciskami na kierownicy. Efekt? Jeśli nie „przełączysz” najpierw trybu sterowania, zamiast zmienić widok zegarów… zmieniasz stację radiową. Totalnie nielogiczne.
Do tego dochodzi znane już z Jaecoo 7 Super Hybrid rozwiązanie: średnie zużycie paliwa i energii liczone jest tylko z ostatnich 50 km. Przebieg wyzerujesz, ale tego parametru już nie — i trochę to bezsensowne.
System multimedialny z dużym ekranem to za to klasyczna chińska szkoła w najlepszym wydaniu. Świetne animacje, błyskawiczna reakcja na dotyk, żadnych przycięć — naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. Menu jest logiczne i sensownie uporządkowane, a aplikacji jest sporo, ale bez chaosu. Zwłaszcza, że wszystko jest bardzo dobrze opisane. Można też konfigurować część ikon w dolnej belce, co bardzo ułatwia obsługę. System podpowiada również ostatnio używane aplikacje, więc szybkie przełączanie działa bardzo wygodnie. No i duży plus za bardzo dobrą jakość kamer.
Za kierownicą – wygodnie, ale z drobnymi „ale”
To teraz czas usiąść za kierownicą. Wita nas para naprawdę wygodnych foteli — dobrze wyprofilowanych, z elektryczną regulacją (w tym pamięcią ustawień), podgrzewaniem i wentylacją. Brzmi świetnie, ale pojawia się kilka uwag. Zagłówka nie da się podnieść wyżej, co może przeszkadzać wyższym kierowcom, a brak regulacji odcinka lędźwiowego może dać się we znaki podczas dłuższych tras. Do tego dochodzi jeszcze krótki zakres regulacji kolumny kierownicy, przez co znalezienie idealnej pozycji za kółkiem może wymagać trochę kombinowania.
Za to pasażerowie tylnej kanapy nie mają na co narzekać. Przestrzeni na nogi jest naprawdę dużo, a dzięki płaskiej podłodze trzy dorosłe osoby mogą tu usiąść bez większego problemu. Jakość wykończenia również trzyma poziom, do tego dochodzi szeroki podłokietnik, oddzielne nawiewy oraz porty USB. Tylna część kabiny po prostu wypada bardzo dobrze.
Bagażnik nie zachwyca
Mamy naprawdę sporo miejsca w drugim rzędzie, ale konsekwencją tego jest dość niewielki bagażnik — zwłaszcza jak na SUV-a mierzącego aż 4,74 metra. Do dyspozycji zostaje zaledwie 428 litrów, co jak na ten segment wypada przeciętnie. Dodatkowo sam bagażnik nie jest szczególnie ustawny, bo mocno ścięta tylna część nadwozia ogranicza możliwość przewożenia większych bagaży.
Hybrydowy napęd Geely Starray EM-i
Geely Starray EM-i dostępny jest wyłącznie jako hybryda plug-in. Układ napędowy łączy benzynowy silnik 1.5 o mocy 100 KM i 125 Nm z jednostką elektryczną generującą 217 KM i 262 Nm. Łącznie daje to 262 KM i 262 Nm. Na papierze wygląda to bardzo dobrze – 0–100 km/h w 8,1 s i prędkość maksymalna 170 km/h.
Rzeczywistość szybko pokazuje jednak, że kluczowe znaczenie ma poziom naładowania baterii. Gdy Starray EM-i porusza się głównie na prądzie, wrażenia są pozytywne. Reakcja na gaz jest płynna i naturalna, a osiągi w zupełności wystarczające do codziennej jazdy. Napęd elektryczny skutecznie maskuje masę auta i zapewnia sensowną elastyczność przy miejskich i podmiejskich prędkościach. W takich warunkach Starray EM-i sprawia wrażenie dynamicznego i naprawdę dobrze się nim jeździ.
Sytuacja zmienia się wyraźnie w momencie, gdy bateria się wyczerpie i samochód musi w większym stopniu polegać na silniku spalinowym. Co prawda system utrzymuje około 20% rezerwy energii, która ma wspierać przyspieszanie i poprawić reakcję układu napędowego, jednak przy takim poziomie naładowania nie ma już możliwości jazdy wyłącznie na prądzie.
Efekt? Dynamika wyraźnie słabnie, a próby bardziej zdecydowanego przyspieszania skutkują przede wszystkim wzrostem hałasu, nie zaś realnym przyrostem prędkości. Auto traci wtedy ochotę na szybszą jazdę i najlepiej odnajduje się w spokojnym, równym tempie. Próby bardziej dynamicznej jazdy kończą się głównie na głośniejszej pracy jednostki benzynowej, więc można to sobie darować.
Naszym zdaniem powodów jest kilka, ale najważniejsze są dwa. Po pierwsze, Geely – w przeciwieństwie do części konkurentów – zastosowało przekładnię z jednym przełożeniem. Po drugie, 100-konny silnik spalinowy zwyczajnie nie radzi sobie z masą i charakterem tego auta. W trasie, szczególnie powyżej około 100 km/h, benzyniak zaczyna się męczyć, przyspieszenie staje się wyraźnie słabsze, a do kabiny coraz mocniej przedostaje się dźwięk jednostki pracującej na wysokich obrotach.
Miękko, wygodnie… i bez emocji
Zawieszenie Geely Starray EM-i zostało zestrojone przede wszystkim z myślą o komforcie i na co dzień rzeczywiście spełnia swoje zadanie. Na miejskich nierównościach auto zachowuje się pewnie i bezproblemowo, a pokonywanie progów zwalniających czy jazda po nierównościach nie stanowi dla niego większego wyzwania. To, co w mieście okazuje się plusem, w trasie zaczyna jednak zwyczajnie przeszkadzać.
Przy wyższych prędkościach Starray EM-i okazuje się zaskakująco podatny na boczne podmuchy wiatru — dawno nie jechaliśmy SUV-em w którym byłoby to tak odczuwalne. Podobnie jest przy gwałtowniejszych manewrach czy ostrzejszym pokonywaniu zakrętów. Geely tego nie lubi.
Układ kierowniczy ma typowo komfortowe nastawy. Pracuje lekko, z niewielkim oporem i przekazuje kierowcy tylko podstawowe informacje z przednich kół. Do spokojnej jazdy miejskiej w zupełności to wystarcza, ale w trasie trudno mówić o większym zaangażowaniu czy jakichkolwiek emocjach zza kierownicy.
Jeśli Geely zdecyduje się nieco usztywnić zawieszenie i poprawić komunikatywność układu kierowniczego, efekt może być naprawdę dobry. Patrząc na tempo, w jakim chińskie marki reagują na uwagi rynku i dostosowują swoje auta do europejskich oczekiwań, można się spodziewać, że to kwestia czasu.
Żebyśmy dobrze się zrozumieli: Geely Starray EM-i nie próbuje angażować kierowcy. Dla nas to wada, ale dla wielu będzie to jego zaleta. Jeździ się nim spokojnie i komfortowo, z wysoką pozycją za kierownicą, dobrą widocznością i płynnie działającym napędem hybrydowym. Do tego zawieszenie dobrze radzi sobie z nierównościami, a wyciszenie w mieście jest naprawdę bardzo dobre.
A jak wypada zużycie energii i paliwa?
Bateria trakcyjna ma pojemność 18,4 kWh i według danych producenta pozwala przejechać do 83 km w trybie elektrycznym. Nie jest to rekord w klasie, ale w teorii taki zasięg spokojnie wystarcza do codziennej jazdy po mieście i dojazdów do pracy. W warunkach naszego testu osiągnięcie deklarowanych 83 km było mało realne, jednak przy wyższych temperaturach i bardziej sprzyjających warunkach pogodowych taki wynik wydaje się możliwy do uzyskania.
Problemy zaczynają się w momencie, gdy bateria się wyczerpie. W trybie hybrydowym, przy rozładowanym akumulatorze, Geely Starray EM-i w mieście zużywał od 7,5 do 8,0 l/100 km, co trudno uznać za szczególnie dobry rezultat. Jeszcze gorzej wygląda to w trasie. Przy prędkości 100 km/h spalanie wynosi około 7,5 l/100 km, przy 120 km/h rośnie do 9,0–9,5 l/100 km, a przy 140 km/h dochodzi już do 10,5–11,0 l/100 km. To wartości wysokie – zwłaszcza na tle konkurencyjnych chińskich hybryd plug-in, takich jak Jaecoo 7 Super Hybrid czy MG HS PHEV, które przyzwyczaiły nas do wyraźnie lepszych wyników poza miastem.
Na plus należy zaliczyć możliwości ładowania. Geely Starray EM-i można podłączyć do szybkiej ładowarki DC – uzupełnienie energii od 30 do 80% zajmuje około 20 minut. Maksymalna moc ładowania prądem stałym to około 30 kW. Pokładowa ładowarka AC umożliwia ładowanie z mocą do 6,6 kW, co pozwala sprawnie doładować auto także w domowych warunkach lub na publicznych stacjach AC.
Ile kosztuje Starray i co oferuje?
Geely Starray EM-i w Polsce oferowane jest w dwóch poziomach wyposażenia: Pro i Max. Co ważne, już wersja podstawowa została wyceniona bardzo atrakcyjnie — 149 900 zł — i jest naprawdę dobrze doposażona. Na start dostajemy praktycznie wszystko, czego można oczekiwać od nowoczesnego SUV-a.
W odmianie Pro znajdziemy m.in.:
- tylne czujniki parkowania, system kamer 360°,
- adaptacyjny tempomat, asystenta zmiany i utrzymania pasa ruchu, monitorowanie martwego pola,
- cyfrowe zegary 10,2” oraz system multimedialny 15,4”,
- 18-calowe felgi, pełne oświetlenie LED,
- elektrycznie składane i podgrzewane lusterka,
- tapicerkę z ekoskóry, elektryczną regulację foteli kierowcy i pasażera,
- podgrzewane fotele przednie, podgrzewaną kierownicę, samościemniające się lusterko wsteczne,
- pompę ciepła i automatyczną klimatyzację.
Prezentowana przez nas wersja Max, wyceniona na 166 900 zł, dorzuca jeszcze bardziej kompletny zestaw dodatków. W standardzie otrzymujemy m.in.:
- przednie czujniki parkowania,
- wyświetlacz Head-Up,
- nagłośnienie Flyme Sound,
- indukcyjną ładowarkę,
- 19-calowe felgi,
- dach panoramiczny,
- podgrzewane tylne fotele, pamięć ustawień foteli przednich oraz ich wentylację,
- elektryczną klapę bagażnika,
- ambientowe podświetlenie wnętrza.
Takie wyposażenie przy tej cenie sprawia, że Geely Starray EM-i wypada atrakcyjnie nawet na tle chińskiej konkurencji. Ale żeby to dobrze ocenić — porównajmy konkrety.
MG HS PHEV to wydatek co najmniej 164 500 zł, czyli już na starcie jest drożej. Jaecoo 7 Super Hybrid kosztuje 159 900 zł, ale to jednak model wyraźnie mniejszy od Starraya. Z kolei wśród „europejskich” producentów różnice robią się naprawdę duże. Renault Rafale startuje od 226 900 zł, Skoda Kodiaq od 206 800 zł, a Nissan X-Trail e-Power od 200 150 zł.
Mówimy tu o wersjach podstawowych, które pod względem wyposażenia są skromniejsze niż to, co Geely oferuje już w standardzie. Podobnie wygląda sytuacja na tle chińskiej konkurencji – nawet bazowa odmiana Geely Starray EM-i wypada pod tym względem lepiej choćby od popularnego w Polsce MG HS. W praktyce oznacza to, że realna różnica cenowa jest większa niż tylko kilka tysięcy złotych.
Dochodzi do tego jeszcze kwestia gwarancji. Geely oferuje 8 lat lub 150 tys. km na baterię oraz 6 lat lub 150 tys. km na cały pojazd.
Geely Starray EM-i MAX – nasza opinia
Trudno jednoznacznie ocenić Geely Starray EM-i. Z jednej strony to duży SUV plug-in z bardzo przestronnym, solidnie wykończonym i bogato wyposażonym wnętrzem, który na tle rywali kusi ceną i długą listą elementów w standardzie. Z drugiej – nie brakuje też niedociągnięć. Brak regulacji podparcia lędźwiowego, zbyt nachalnie działające systemy wsparcia kierowcy czy umiarkowanie oszczędny układ napędowy po rozładowaniu baterii potrafią skutecznie ostudzić entuzjazm.
Jednocześnie przykład innych chińskich marek pokazuje, że są to rzeczy, które da się dopracować w stosunkowo krótkim czasie. Jeśli Geely poprawi zestrojenie zawieszenia i sięgnie po mocniejszy silnik benzynowy, lepiej radzący sobie z masą dużego SUV-a, Starray EM-i może stać się jedną z ciekawszych propozycji w segmencie hybryd plug-in.
Na dziś Geely Starray EM-i ma najwięcej sensu w rękach kierowców, którzy faktycznie będą korzystać z ładowania i większość tras pokonują w mieście lub na krótszych dystansach. W takich warunkach hybrydowy napęd pokazuje swoje mocne strony, a jego ograniczenia schodzą na dalszy plan.
Geely Starray EM-i nie jest jeszcze samochodem kompletnym, ale już teraz widać w nim ogromny potencjał. Jeśli producent szybko poprawi słabsze elementy, kolejne wersje mogą mocno namieszać w segmencie.
| Geely Starray EM-i – dane techniczne: | |
|---|---|
| Silnik benzynowy | |
| Silnik: | benzynowy, wolnossący, pojemność 1498 ccm |
| Maksymalna moc: | 100 KM |
| Maksymalny moment obrotowy: | 125 Nm |
| Silnik elektryczny | |
| Maksymalna moc: | 217 KM |
| Maksymalny moment obrotowy: | 262 Nm |
| Układ hybrydowy | |
| Maksymalna moc: | 262 KM |
| Maksymalny moment obrotowy: | 262 Nm |
| Skrzynia biegów i napęd: | automatyczna, 1DHT, napęd na przednie koła |
| Przyspieszenie 0 – 100 km/h: | 8,1 s |
| Prędkość maksymalna: | 170 km/h |
| Średnie zużycie paliwa: | 6,2 l/100 km |
| Pojemność zbiornika paliwa: | 50 l |
| Wymiary (dł./wys./szer.): | 4740/1685/1905 |
| Pojemność bagażnika: | 428 l |
Cennik
| Geely Starray EM-i – cennik | ||
|---|---|---|
| Wersja | Pro | Max |
| Starray EM-i | 149 900 zł | 166 900 zł |



























