Categories Aktualności

Ten BMW M5 ma silnik Volkswagena i historię, której nie wymyśliłby nawet film. Teraz trafi na aukcję

Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykłe BMW M5 E39. Czarny sedan, skórzane wnętrze, manualna skrzynia i klasyczna sylwetka jednego z najbardziej kultowych BMW. Problem w tym, że pod maską nie pracuje jego słynne V8. Jest tam eksperymentalny silnik W10 Volkswagena, który nigdy nie trafił do seryjnego samochodu. Co więcej, tym konkretnym autem jeździł Ferdinand Piëch. Teraz ten niezwykły prototyp trafi na aukcję w Belgii.

Ktoś naprawdę wsadził W10 do BMW M5

Historia zaczyna się pod koniec lat 90., kiedy BMW M5 E39 było jednym z najważniejszych sportowych sedanów na rynku. Samochód miał wolnossące V8 o pojemności 4,9 litra, około 400 KM, napęd na tył i sześciobiegową manualną skrzynię.

Volkswagen nie miał wówczas własnego samochodu, który mógłby bezpośrednio konkurować z M5. Za sterami koncernu siedział jednak Ferdinand Piëch, człowiek znany z tego, że dość swobodnie podchodził do pomysłów, które dla innych mogły wydawać się kompletnie szalone.

Zamiast najpierw budować własnego rywala dla BMW, Piëch zdecydował się wykorzystać M5 jako samochód testowy dla eksperymentalnego silnika Volkswagena. Fabryczne V8 zostało więc wyjęte, a jego miejsce zajął pięciolitrowy W10. Według materiałów Broad Arrow samochód został zbudowany na bazie M5 wyprodukowanego 2 marca 1999 roku.

I nie był to pokazowy samochód, który miał tylko dobrze wyglądać na zdjęciach. W10 naprawdę napędzał M5 i samochód był w pełni jezdnym prototypem.

Źródło: Broad Arrow Auctions

10 cylindrów, 5 litrów i 480 KM

Sam silnik jest prawdopodobnie najciekawszym elementem całej historii. To wolnossące, aluminiowe W10 o pojemności około 5 litrów, które według dokumentacji aukcyjnej rozwija 480 KM i 592 Nm. Dla porównania, seryjne M5 E39 miało 400 KM i 500 Nm.

Zachowano przy tym sześciobiegową manualną skrzynię BMW oraz napęd na tylną oś. Zmieniono jednak sporo elementów odpowiedzialnych za elektronikę samochodu. W10 korzysta z niezależnego sterownika, a ABS, kontrola trakcji i stabilizacja toru jazdy zostały wyłączone.

Z zewnątrz samochód nadal wygląda bardzo niepozornie. To zresztą jedna z najlepszych rzeczy w całym projekcie. Nie ma wielkich spoilerów, poszerzeń czy krzykliwych oznaczeń. To M5 E39, które wygląda jak M5 E39, dopóki ktoś nie otworzy maski.

Źródło: Broad Arrow Auctions

Za wszystkim stał Ferdinand Piëch

Ten samochód jest jednak wyjątkowy nie tylko dlatego, że ma nietypowy silnik.

Za projektem stał Ferdinand Piëch, który osobiście miał korzystać z samochodu podczas prac nad W10. Według materiałów Broad Arrow jeździł nim po drogach na tymczasowych tablicach rejestracyjnych. Sam projekt nie był przy tym typowym oficjalnym programem Volkswagena prowadzonym przez dział R&D. Powstał z inicjatywy Piëcha, a jego koszt miał sięgnąć około 2 mln euro.

Trudno zresztą o lepszy samochód do takiego eksperymentu. M5 E39 miało odpowiednie podwozie, tylny napęd i manualną skrzynię, a przede wszystkim było punktem odniesienia, który Volkswagen chciał wówczas przebić.

W10 był jednym z eksperymentów związanych z rozwijaną przez Volkswagena rodziną silników o układzie W. Później podobna filozofia doprowadziła do powstania W8, W12, a przede wszystkim W16 zastosowanego w Bugatti Veyronie. Sam W10 nigdy jednak nie trafił do seryjnego auta.

Źródło: Broad Arrow Auctions

Powstały tylko trzy takie silniki

To jeszcze bardziej podnosi wyjątkowość samochodu.

Według Sabine Willeke, która kierowała zespołem odpowiedzialnym za projekt, zbudowano zaledwie trzy silniki W10. Jeden znajduje się w prezentowanym BMW, drugi pozostaje w Niemczech, a trzeci również zostanie pokazany podczas aukcji jako osobny eksponat.

Oznacza to, że kupujący nie dostanie po prostu starego M5 po nietypowym swapie. To fabryczny prototyp związany z jednym z najbardziej niezwykłych projektów Ferdinanda Piëcha.

Co ciekawe, samochód nie ma nawet normalnego licznika przebiegu. Oryginalne zegary zastąpiono wyświetlaczem Stack, dlatego nie da się dziś wiarygodnie określić, ile kilometrów przejechało BMW.

Źródło: Broad Arrow Auctions

I teraz ktoś może go kupić

Właśnie to jest najważniejsza wiadomość. BMW M5 E39 z silnikiem W10 trafi 9 października na aukcję Zoute Concours w Knokke-Heist w Belgii. Broad Arrow Auctions szacuje jego wartość na 250–350 tys. euro, czyli około 1,1–1,5 mln zł.

Do samochodu dołączony zostanie również dodatkowy silnik W10.

To oczywiście ogromne pieniądze jak za BMW M5 E39. Tyle że tutaj właściwie nie kupuje się samego BMW. Kupujący dostanie jedyny znany samochód drogowy z tym silnikiem, prototyp zamówiony przez Ferdinanda Piëcha i samochód, którym sam Piëch jeździł podczas jego rozwoju.

To kawałek historii Volkswagena ukryty w nadwoziu BMW — historii, która mogła wyglądać zupełnie inaczej, gdyby W10 kiedykolwiek trafił do seryjnego samochodu.

Twórca i redaktor naczelny moto-przestrzen.pl. Od 2012 roku testuje samochody, śledzi nowości i pisze o tym, co dzieje się w świecie motoryzacji. Ma na koncie tysiące publikacji i setki przetestowanych modeli. Wszystko z pasji do samochodów, bo motoryzacja ma przede wszystkim dawać frajdę. Prywatnie kibic Ferrari i włoskiej piłki.

Nie przegap