Isuzu D-Max – krótki test

Mylić się jest rzeczą ludzką dlatego czasami zdarza się tak, że na miejscu odbioru samochodu prasowego nagle okazuje się, że zapisano nam inną wersję niż pierwotnie umówiliśmy. Tak właśnie było w przypadku Isuzu D-Max, którego gościliśmy już w naszej redakcji kilka miesięcy temu. Zamierzaliśmy sprawdzić jak z japońskim pick-upem radzi sobie automatyczna skrzynia biegów tymczasem w nasze ręce ponownie trafiła odmiana z manualem. Na szczęście tym razem był to egzemplarz z zabudową Hardtop a sam test odbywał się w zdecydowanie gorszych warunkach atmosferycznych.

Poprzednio mieliśmy okazję testować wersję wyposażoną w pokrywę aluminiową z relingami, która zabezpiecza przewożone przedmioty, ale znacząco zmniejsza funkcjonalność samochodu. Przestrzeń ładunkowa ma długość 1552 milimetrów, szerokość 1530 milimetrów i umożliwia przewiezienie 1085 kilogramów. Bardziej praktyczna okazuje się zabudowa Hardtop, która wymaga dopłaty 800 złotych netto, ale pozwala na przewiezienie większych rzeczy, bo wysokość zwiększa się o prawie pół metra. Ponadto okienka można otwierać a to ułatwia dostęp do przestrzeni ładunkowej. Do Isuzu można podczepić przyczepę bez hamulca o masie 750 kilogramów lub 3500 kilogramów jeśli jest ona wyposażona w hamulec. Możliwości konfiguracji „paki” jest sporo także każdy powinien znaleźć dla siebie odpowiednią opcję.

Pod maskę trafiła nowoczesna jednostka wysokoprężna o pojemności 1.9 litra, która osiąga moc 163 koni mechanicznych i maksymalny moment obrotowy 360 Nm. Jak już wspomnieliśmy na samym początku zadanie przeniesienia napędu powierzono sześciobiegowej manualnej skrzyni biegów, której lewarek nie pracuje zbyt precyzyjnie a w czasie postoju wpada w drgania generowane przez jednostkę napędową. Pierwszy bieg jest bardzo krótki i używany właściwie tylko przy ruszaniu z dużym obciążeniem. Na pusto możemy ruszać z dwójki i jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, bo nie musimy cały czas wachlować lewarkiem. Trzy ostatnie biegi zostały ustawione w taki sposób, aby zapewnić komfortową jazdę przy wyższych prędkościach. Co ciekawe to, aby odpalić silnik trzeba nie tylko wcisnąć sprzęgło, ale również wrzucić luz.

Osiągi jednostki napędowej są wystraczające o ile pamięta się o tym, aby utrzymywać odpowiednie obroty. Maksymalny moment obrotowy dostępny jest w zakresie 2.000 – 2.500 obr/min i to właśnie wtedy jazda jest najprzyjemniejsza. Jeśli chodzi o kulturę pracy to pod tym względem można jeszcze sporo poprawić. Motor pracuje bardzo nieprzyjemnie, a w chłodniejszych warunkach potrzebuje sporo czasu na osiągnięcie optymalnej temperatury i dopiero wówczas zaczyna pracować nieco mniej irytująco. Diesel spełnia również normy emisji spalin EURO 6, ale to za co najbardziej możemy go docenić to zużycie paliwa, które okazuje się jak najbardziej zadowalające.

Średnie zużycie paliwa z naszego testu wyniosło 8.9 litra oleju napędowego. Przy bardziej terenowej jeździe trzeba liczyć się na spalanie dochodzące do 10 litrów, natomiast w mieście nie powinno przekraczać 9 litrów. W trasie bez większego wysiłku zejdziemy do 7.0 – 7.5 litra. To bardzo dobre wyniki i warto podkreślić, że przy odrobinie wysiłku można byłoby je poprawić.

Zawieszenie Isuzu D-Max jest sztywne, więc przejeżdżając przez progi zwalniające tył pickupa dość mocno podskakuje. Więc jadąc na pusto lepiej mocno zwalniać. W warunkach miejskich D-Max prowadzi się bardzo pewnie i podobnie do typowej osobówki, chociaż trzeba wkładać nieco więcej wysiłku w skręcanie kierownicą a przyspieszaniu towarzyszą niezbyt przyjemne odgłosy. Ważne, że nawet na bardzo śliskiej nawierzchni nie ma najmniejszych problemów ze znalezieniem odpowiedniej przyczepności.

Obecność napędu na wszystkie koła i reduktora sprawia, że wjechanie w cięższy teren nie robi na Isuzu większego wrażenia. Przy pomocy specjalnego pokrętła możemy przełączyć się w tryb 4H (dołączenie przedniej osi) lub 4L (reduktor), które ułatwiają poruszanie się w ciężkim terenie. Nowością jest system kontroli wjazdu pod wzniesienie, który uniemożliwia zduszenie silnika podczas stromego podjazdu i kontroluje stałą prędkość. Drugi to asystent zjazdu, który automatycznie dostosowuje prędkość zjazdu. W połączeniu z 23.5 centymetrowym prześwitem, dobrymi oponami oraz dużym kątem natarcia/zajścia zapewnia świetne właściwości terenowe. Isuzu D-Max poradzi sobie właściwie bez względu na panujące warunki. No chyba, że ktoś wpadnie na pomysł przeprawienia się przez rzekę, bagna lub spróbuje wjechać pod pionową ścianę.

Podstawowy Isuzu D-Max w wersji z kabiną pojedynczą kosztuje 87.450 złotych, natomiast dopłacając do tego 6.000 złotych otrzymamy odmianę z kabiną wydłużoną. Za kolejne 4.000 złotych dostaniemy samochód z podwójną kabiną, która jest najbardziej praktyczna, ale zmniejsza przestrzeń ładunkową. Najbogatsza wersja wyposażenia LSX Prime to wydatek 121.450 złotych do którego będzie trzeba doliczyć koszt lakieru metalizowanego, który wyceniono na 3.150 złotych. To oczywiście kwoty netto.

W zeszłym roku polski oddział Isuzu sprzedał 335 egzemplarzy modelu D-Max. Dla japońskiej marki obecny rok jest zdecydowanie mniej udany, bo przez 11 miesięcy sprzedała zaledwie 177 egzemplarzy. Dla porównania liderzy segmentu przekroczą w tym roku pułap pięciuset sztuk. Czy jest to dla nas zaskoczenie? Na pewno nie spodziewaliśmy się aż takiej straty do czołówki segmentu, bo nowa generacja D-Max zyskała na wizualnej atrakcyjności, posiada ekonomiczny silnik i dobre właściwości jezdne.

Właściwości terenowe:

Prześwit: 235 mm

Kąt natarcia: 30 stopni

Kąt zejścia: 25 stopni

Kąt rampowy: 25 stopni

Kąt przechyłu bocznego: 49 stopni

Głębokość brodzenia: 600 mm