Renault Twingo GT – drugie spotkanie

Francuskiego mieszczucha gościliśmy już w naszej redakcji kilka miesięcy temu. Piękna pogoda pozwoliła nam w dużej mierze poznać jego „sportowe” walory, jednak takie autko musi poradzić sobie też w trochę gorszych warunkach. Postanowiliśmy sprawdzić Renault Twingo GT w zdecydowanie bardziej wymagających warunkach atmosferycznych i w wersji z automatyczną skrzynią biegów, ale takiej odmiany nie udało się nam zdobyć i ostatecznie w nasze ręce trafił egzemplarz z manualem.

Może to nie do końca to czego chcieliśmy, ale od czasu naszego testu pojawiło się trochę znaków zapytania, więc była to dobra okazja, aby rozwiać wszystkie nasze wątpliwości oraz skonfrontować pewne opinie na temat dolegliwości Twingo GT. Pobawimy się trochę w pogromców mitów i zaczniemy od słynnego już podgrzewanego bagażnika, którego izolacja termiczna miałby być niewystarczająca. Tego nie możemy potwierdzić, bo w przypadku naszego egzemplarza po prawie dwóch godzinach jazdy nie zauważyliśmy takiej tendencji. Być może podłoga miała nieco wyższą temperaturę niż gdyby nie było pod nią jednostki napędowej, ale nie było też tak, że położone tam lody natychmiast by się roztopiły. Możliwe, że zastosowano bardziej skuteczną izolację i pozwoliło to wyeliminować początkowe problemy.

Drugim kontrowersyjnym rozwiązaniem jest przednia maska. Za pierwszym razem dostanie się do zbiorników znajdujących się pod nią nie należy do najłatwiejszych, ale wystarczy kilka prób, żeby przestało stanowić to jakiekolwiek wyzwanie. To dziwne rozwiązanie. Bardzo niepraktyczne, bo przestrzeń jest nie tylko niewykorzystana w pełni, ale samo nalewanie chociażby płynu do spryskiwaczy jest dość problematyczne. Dlaczego? Wystarczy niewielki wietrzyk, aby większość płynu wylądowała na wszystkim innym niż zbiorniczkiem. Bez długiego lejka lepiej tego nie robić.

Trzeci minus to pokrywa bagażnika, która jest dość mocno pochylona, więc przy nieuwadze można ją łatwo zniszczyć. Trochę większy przedmiot w bagażniku, chwila nieuwagi i problem gwarantowany. Trzeba na to uważać. Sam przycisk otwierania również został umieszczony w dziwnym miejscu – nad rejestracją. Nie tylko trudno go „wymacać”, ale wystarczą niewielkie opady, aby był całkowicie zabrudzony.

Nie będziemy po raz kolejny opowiadać o naszych wrażeniach związanych ze stylistyką oraz kabiną pasażerską, bo to możecie przeczytać w poprzednim teście. Zwrócimy tylko uwagę na to, że fotele mogłyby zapewniać lepsze podparcie boczne, bo w obecne nie oferują dobrego trzymania w zakrętach.

Przejdźmy już do najważniejszej kwestii związanej z „GT”, czyli wrażeń z jazdy. Tym razem Twingo musiało sprostać bardziej rygorystycznym testom. Jak sobie poradziło w czasie naszej kilkudniowej przygody? Całkiem nieźle. Twingo GT potrafi dać kierowcy sporo frajdy, czasem podnieść adrenalinę, a czasem sprawić, że inni kierowcy będą całkowicie zaskoczeni jego osiągami. Samochodzik nie tylko przykuwa uwagę niecodziennym wyglądem, ale umożliwia na naprawdę bardzo dynamiczną jazdę, zwłaszcza w miejskim zgiełku. Lawirowanie pomiędzy innymi samochodami to jego prawdziwy żywioł.

Czasem to zaleta, czasem wada. Mikroskopijne wymiary przekładają się na niewielki rozstaw osi i stosunkowo niską masę własną, a to sprawia, że przy wyższej prędkości stabilność nie jest najlepsza. I nie pomaga w tym niezbyt komunikatywny układ kierowniczy. Dopóki nie przekroczymy stówki lub nie ma dużego wiatru to wszystko jest w porządku, ale w innych przypadkach utrzymanie autka na zadanym torze jazdy wymaga trochę wysiłku.

Oczywiście najfajniej jest w ciasnych zakrętach, gdzie w pełni możemy wykorzystać jego niezwykłą zwrotność i optymalnie „zacieśniać” zakręty. I kiedy już wydaje się, że za chwilę tylne koła stracą przyczepność z nawierzchnią do gry wchodzi system ESP i psuje całą zabawę. Jest on bardzo czuły i niestety nie da się go wyłączyć. Napęd na tylną oś jest praktycznie niezauważalny. Nie ma mowy o paleniu gumy. Nie ma mowy o lataniu bokiem. To czysto praktyczne rozwiązanie, dzięki któremu Twingo ma być bardziej zwrotne.

I to pomimo tego, że pod bagażnikiem umieszczono mocną jednostkę napędową. Z niecałego litra pojemności wykrzesano aż 110 koni mechanicznych osiąganych przy 5.750 obr/min oraz maksymalny moment obrotowy 170 Nm dostępny przy 2.000 obr/min. Twingo GT waży poniżej tysiąca kilogramów, więc na każdy 1 KM przypada mniej niż 9 kilogramów. To świetny stosunek mocy do wagi. Dzięki temu miejskie autko potrafi rozpędzić się od 0 do 100 km/h w czasie 9.6 sekundy i osiągnąć prędkość maksymalną 182 km/h.

W porównaniu do standardowej odmiany w GT zawieszenie zostało obniżone i utwardzone, a jeśli dołożymy do tego 16-calowe felgi to efekt jest prosty do przewidzenia. Wszystkie nierówności natychmiast przenoszą się do wnętrza. To połączenie nie gwarantuje odpowiedniego komfortu w każdych warunkach, ale z drugiej strony poprawia sytuację w zakrętach. Taka jest „cena” posiadania usportowionej wersji. Szkoda tylko, że samochodzik, który skręca praktycznie w miejscu, ma fantastyczną zwrotność nie został wyposażony w odpowiednio bezpośredni układ kierowniczy.

No cóż. To właśnie jeden z przykładów na to, że Twingo GT jak na auto sygnowane logiem Renault Sport kryje w sobie sporo sprzeczności. Z jednej strony mamy mocny silnik benzynowy, napęd na tylne koła, szerokie opony czy sportową kierownicę. Zaś z drugiej nienajlepszą manualną skrzynię biegów, kiepskie fotele, brak regulacji poziomej kolumny kierownicy czy buczący wydech. Brakuje też obrotomierza, czego chyba nikt nie jest w stanie logicznie wytłumaczyć.

Wydech zastosowany w Twingo GT jest trochę głośniejszy, ale nie poczujemy dzięki niemu sportowych emocji. Przez niego we wnętrzu jest po prostu głośno. Niby słychać, że to bardziej agresywna odmiana, ale sprawia przyjemność tylko na początku. W czasie przyspieszania jest już naprawdę bardzo głośno, a sytuację pogarsza dodatkowo świst turbosprężarki, który jest naprawdę donośny. W trakcie normalnej jazdy z tyłu dobiega głośne buczenie. Głośne i irytujące, a na dłuższą metę męczące. Ale kierowca i tak nie ma najgorzej. Zdecydowanie bardziej odczuwalne jest to dla pasażerów zasiadających na tylnej kanapie.

Jaki jest więc sens takiego malutkiego samochodu z mocnym silnikiem, który najlepiej spisuje się właśnie w mieście? Po co w nim aż taka moc? Napęd na tylną oś jest przydatny, bo poprawia zwinność i zwrotność. Twingo GT potrafi sprawić kierowcy frajdę, ale trzeba się liczyć z pewnymi wadami takiego autka. Jak chociażby spalaniem, które w mieście potrafi przekroczyć 10 litrów, a przy spokojnej jeździe w trasie dojść do 6 litrów. Pod tym względem francuskiemu mieszczuchowi jest całkiem blisko do bardziej sportowych kolegów.

Renault Twingo GT – dane techniczne:
Silnik:benzynowy, turbodoładowany, pojemność 898 ccm
Maksymalna moc:110 KM przy 5.750 obr./min
Maksymalny moment obrotowy:170 Nm przy 2.000 obr./min
Skrzynia biegów i napęd:manualna, pięciobiegowa, napęd na tył
Przyspieszenie 0 – 100 km/h:9,6 s
Prędkość maksymalna:182 km/h
Średnie spalanie (miasto/trasa/mieszany):6,2/4,5/5,2 l/100 km
Pojemność zbiornika paliwa:35 l
Wymiary (dł./wys./szer.):3595/1557/1443
Pojemność bagażnika:219 l

Cennik

Renault Twingo
SilnikLifeZenIntensGT
Sce 7034 600 zł38 600 zł
Energy TCe 9046 000 zł
Energy TCe 11056 000 zł
TCe 110 EDC62 000 zł