Isuzu D-Max Arctic Truck

Jeśli nigdy nie słyszeliście o firmie Arctic Truck to nie musicie się tym przejmować, bo poza pasjonatami ekstremalnych wypraw raczej nikt o niej nigdy nie słyszał. To islandzka firma, która od blisko trzydziestu lat modyfikuje samochody użytkowe z napędem 4×4, aby spełniały najbardziej rygorystyczne wymagania jazdy w najtrudniejszych warunkach. Fabryczny Isuzu D-Max to pickup jakich wiele, jednak zmodyfikowana wersja Arctic Truck to już zupełnie inna bajka.

Stylistyka

Modyfikacje przeobrażają Isuzu D-Max w prawdziwego potwora, który poradzi sobie praktycznie z każdym zadaniem. No może nie każdym, bo przeszło trzymetrowy rozstaw osi robi swoje i czasem skutecznie uniemożliwia dotarcie w niektóre rejony. Najlepiej omijać miejsca w których samochód mógłby się zawiesić. Jeśli wydaje się Wam, że ten pickup jest ogromny to uwierzcie nam na słowo, że dopiero na żywo widać jaki to potwór. Naprawdę zdjęcia nie oddają tego w pełni.

Aby umożliwić montaż potężnych terenowych opon o rozmiarze 315x70R17, zawieszenie Isuzu zostało podniesione o 30 milimetrów. To też wymusiło znaczące poszerzenie i przemodelowanie nadkoli w wyniku czego nadwozie ma ponad 2 metry szerokości! Samo nadwozie zostało podniesione na ramie o 20 milimetrów, natomiast dla ułatwienia dostępu do kabiny pasażerskiej zamontowano specjalne stopnie, które przy tak wysokim zawieszeniu i tak niewiele zmieniają. Dostanie się do wnętrza to nie lada wyzwanie.

Wszystkie przeróbki zawieszenia sprawiły, że znacząco poprawiły się kąty natarcia i zejścia. Wcześniej wynosiły one odpowiednio 30 i 25 stopni, natomiast po wszystkich zabiegach firmy Arctic Truck zwiększyły się one do 36 i 28 stopni. Do tego dochodzi prześwit mający aż 255 milimetrów. To wartości, które na każdym fanie off-roadu z pewnością zrobią wrażenie.

Naszym zdaniem pakiet powinien zawierać jeszcze dwie ważne modyfikacje. Z pewnością przydałaby się wyciągarka i dachowe oświetlenie dalekosiężne, czym dysponował testowany przez nas Mitsubishi L200 Monster. Możliwości terenowe D-Max Arctic Truck są przeogromne, więc wyciągarka mogłaby nas czasem uratować. Tym bardziej, że jeśli gdzieś się zakopiemy to możemy być pewni, że po jakąkolwiek pomoc będzie trzeba iść daleko, bardzo daleko.

Pakiet AT35 wyceniono na 39 500 złotych netto, natomiast na wykonanie wszystkich modyfikacji potrzeba 14 dni roboczych. Nasz egzemplarz został dodatkowo wyposażony w specjalną metalową osłonę silnika, która nie wchodzi w skład pakietu. Na koniec dodamy jeszcze, że zmiany nie tylko wpłynęły na możliwości terenowe, ale również na postrzeganie Isuzu D-Max. Ludzie się na niego dosłownie gapią i absolutnie się z tym nie kryją.

Wnętrze i wyposażenie

Jeśli postawimy fabrycznego Isuzu D-Max tuż obok wersji Arctic Truck to różnica jest naprawdę bardzo duża. Co innego jeśli wejdziemy do wnętrza, bo ono w żadnym stopniu nie zostało poddane modyfikacjom. Trochę szkoda, bo przy okazji takich przeróbek przydałaby się także lekka odmiana kabiny pasażerskiej.

Całe wnętrze zostało wykończone twardymi materiałami, które zostały odpowiednio spasowane. To dokładnie takie wykończenie jakie można zauważyć także w innych tego typu samochodach, co absolutnie nie jest niczym złym. To prawdziwy wół roboczy, który został stworzony do pracy w najcięższych warunkach, a w takich warunkach bardzo łatwo jest coś ubrudzić. Twarde tworzywa może nie są najprzyjemniejsze w dotyku, jednak są zdecydowanie trwalsze i łatwiejsze do utrzymania w czystości. Najważniejsze jest tutaj, aby do uszu kierowcy nie dochodziły żadne odgłosy skrzypienia i trzeszczenia.

W kabinie pasażerskiej jest wystarczająco dużo schowków, półeczek i kieszeni. Warto podkreślić, że mamy tutaj sporo miejsca, aby odłożyć jakieś przedmioty codziennego użytku. Pod tym względem oraz w kategoriach ergonomii Isuzu D-Max wypada bardzo dobrze. To samo możemy powiedzieć o komforcie podróżowania i dostępnej przestrzeni. We wnętrzu jest zaskakująco wygodnie jak na taki samochód, zarówno jeśli mówimy o siedzeniach jak i komforcie akustycznym. W Isuzu D-Max jest zadziwiająco cicho, co przy tak wysoko zawieszonym nadwoziu i terenowych oponach jest dużym osiągnięciem.

Po zajęciu miejsca za kierownicą potrzeba trochę czasu, aby przyzwyczaić się do tego, że siedzimy bardzo wysoko. Na tyle wysoko, że stojąc obok dużego SUV-a możemy patrzeć się na jego dach, a żeby zobaczyć normalnej wielkości samochód trzeba spojrzeć zdecydowanie w dół. W większości przypadków jest to bardzo korzystne, ponieważ dopóki nie trafimy na jakiś autobus albo ciężarówkę to nikt nie ogranicza nam widoczności. Niestety wiąże się to także z pewnymi problemami, bo jeśli za Isuzu D-Max stoi jakiś normalny samochód to nie mamy najmniejszych szans, aby go zobaczyć. Na szczęście testowany przez nas egzemplarz został wyposażony w kamerę cofania, jednak jakość obrazu nie jest najlepsza. Przynajmniej umożliwia zobaczyć czy coś znajduje się za samochodem.

Tym razem otrzymaliśmy egzemplarz wyposażony w system multimedialny Pioneer z nawigacją. Wcześniej mieliśmy do czynienia z systemem firmy Kenwood, który delikatnie to ujmując nie był najlepszy. System multimedialny Pioneer jest trochę lepszy, bo obsługuje Android Auto oraz Apple Car Play. I to chyba jego jedyna zaleta, bo samo funkcjonowanie systemu jest równie złe. Przede wszystkim jest on bardzo mało intuicyjny a do tego wizualnie sprawia wrażenie jakby pochodził z poprzedniej epoki.

Silnik i właściwości jezdne

Modyfikacje w ogóle nie dotknęły zespołu napędowego, więc mamy tutaj dokładnie to samo co w każdym innym Isuzu D-Max. Generalnie to nie ma w tym nic złego, bo to sprawdzony i dobrze funkcjonujący napęd, ale jeśli popatrzymy na przerobioną wersję to można byłoby się spodziewać czegoś bardziej konkretnego. A tak pod maską pracuje diesel o skromnej pojemności 1.9 litra, który generuje moc 163 koni mechanicznych i maksymalny moment obrotowy 360 Nm. W praktyce wystarcza to do bezproblemowego poruszania się we właściwie każdych warunkach. Wysokoprężna jednostka współpracuje w tym przypadku z sześciostopniową automatyczną skrzynią biegów, która ma dość długie przełożenia w efekcie czego najwyższy bieg włączany jest dopiero przy prędkości 90 – 100 km/h.

Duża masa, niezbyt dobra aerodynamika i terenowe opony raczej nie świadczą o dobrej dynamice. Jest dokładnie tak jak można było się tego spodziewać. Można byłoby to pominąć, bo to przecież ogromnych rozmiarów wół roboczy, który i tak poradzi sobie właściwie wszędzie. Problem w tym, że zespół napędowy ma jeden dość poważny problem, a mianowicie kiepską reakcję na wciśnięcie pedału przyspieszenia. Po wciśnięciu pedału przyspieszenia przez dłuższą chwilę nie dzieje się absolutnie nic. Dopiero po chwili zespół napędowy ogarnia, że coś się dzieje i następuje jakaś reakcja. To trochę utrudnia poruszanie się w trudnym terenie, bo z dużym wyprzedzeniem trzeba przewidywać czy za chwilę będziemy potrzebowali większej mocy. Zaskakujące jest natomiast zużycie paliwa. Średnia z testu na dystansie 625 kilometrów wyniosła zaledwie 8,7 litra.

Podróżowanie Isuzu D-Max jest zaskakująco komfortowe. Przynajmniej dopóki poruszamy się z jednostajną prędkością, bo w czasie przyspieszania jest naprawdę bardzo głośno. To oczywiście typowe dla tego typu pickupów. Podobnie jest w momencie przejeżdżania po progach zwalniających, kiedy to ujawnia się typowe dla resorów piórowych podskakiwanie tylnej osi. Także w zakrętach trzeba pamiętać o tym, że pickup porusza się na terenowych oponach, które mają trochę gorszą przyczepność. Nie można również zapomnieć o tym, że samochód jest zawieszony bardzo wysoko, więc przepływ powietrza pod nadwoziem i wysoko umieszczony środek ciężkości są zdecydowanymi przeciwnikami szybkiej jazdy. Tym bardziej, że hamowanie takim potworem wymaga dłuższej drogi.

W trasie Isuzu D-Max jeździ się przyjemnie, natomiast w mieście trochę zabawnie. Zmieszczenie się gdziekolwiek wymaga nie lada umiejętności, chociaż paradoksalnie zdecydowanie większą trudnością jest znalezienie legalnego miejsca parkingowego, czyli takiego które dopuszcza parkowanie samochodu o masie całkowitej przekraczającej 2,5 tony. Manewrowanie nie jest najłatwiejsze, ale po kilku dniach do wszystkiego da się przyzwyczaić i nie stanowi to jakiegoś wielkiego problemu. A jeśli już wjedziecie nim do miasta to możecie być pewni, że wszyscy będą się Wam przyglądać.

Oczywiście ten pickup nie jest stworzony do tego, aby jeździć nim po mieście. To samochód do jazdy w bardzo ciężkim i wymagającym terenie, gdzie czuje się jak ryba w wodzie.

Obecność napędu na wszystkie koła i reduktora sprawia, że wjechanie w cięższy teren nie robi na Isuzu większego wrażenia. Przy pomocy specjalnego pokrętła możemy przełączyć się w tryb 4H (dołączenie przedniej osi) lub 4L (reduktor), które ułatwiają poruszanie się w ciężkim terenie. Mamy tutaj system kontroli wjazdu pod wzniesienie, który uniemożliwia zduszenie silnika podczas stromego podjazdu i kontroluje stałą prędkość, a także asystent zjazdu, który automatycznie dostosowuje prędkość zjazdu. Do tego dochodzą poprawione kąty natarcia/zejścia oraz powiększony prześwit.

To sprawia, że zmodyfikowany Isuzu D-Max Arctic Truck poradzi sobie praktycznie wszędzie. Im trudniejszy teren tym więcej zabawy i chociaż czasem można mieć pewne obawy, to ten samochód pozwala na bardzo dużo. Jeśli pamiętamy o odpowiednim operowaniu pedałem przyspieszenia to D-Max z dziecinną łatwością pokonuje piach, kamienie, błoto czy wodę. Z każdym kolejnym kilometrem w terenie Isuzu daje coraz więcej pewności siebie co czasem może okazać się zgubne. Mówi się, że im lepszy samochód terenowy tym dalej trzeba iść po pomoc. To powiedzenie idealnie pasuje do D-Max Arctic Truck, chociaż lepiej za bardzo tego nie sprawdzać, bo gwarantujemy, że po samochód będzie trzeba iść bardzo daleko. Tutaj tak naprawdę jedynym problemem jest sama długość samochodu i kąt rampowy, bo pomimo takich modyfikacji prędzej czy później osiądziemy na brzuchu.

Podsumowanie

Modyfikacje sprawiły, że Isuzu D-Max Arctic Truck pomimo stosunkowo małej mocy i nie największego momentu obrotowego okazuje się prawdziwą bestią, która w terenie jest bardzo trudna do zatrzymywania. Po zainwestowaniu w pakiet AT35 samochód właściwie nie ma żadnych rywali. To niesamowity pickup, który przez kilka dni dawał nam nie tylko mnóstwo frajdy, ale stanowił dla nas naprawdę ciekawe wyzwanie, bo poruszanie się po mieście wymaga ciągłego skupienia.

Przeczytajcie testy innych samochodów na naszej stronie

Na modyfikację AT35 składa się:

  • Opony terenowe AT 315/70 R17 (BFGoodrich All Terrain T/A KO2 lub Nokian Hakkapelita 2 «ARCTIC TRUCKS»)
  • 17×10″ Felgi aluminiowe „ARCTIC TRUCKS”
  • Poszerzenia nadkoli – lakierowane
  • Dedykowane stopnie boczne
  • Kalibrator prędkościomierza
  • Podniesienie zawieszenia przedniego o ok. 30mm (OLD MAN EMU – specyfikacja obciążenia do ustalenia)
  • Podniesienie zawieszenia tylnego o ok. 30mm (OLD MAN EMU – specyfikacja obciążenia do ustalenia)
  • ok. 20mm body lift
  • Trymowanie zderzaka, błotników i nadkoli nadwozia
  • Klucz dynamometryczny, dedykowany do felg 17/10
  • Cztery oryginalne chlapacze przeciwbłotne „ARCTIC TRUCKS”
  • Wyważenie kół
  • Geomertia zawieszenia
  • Wykonanie badań technicznych po modyfikacji